|
UWAGI NA MARGINESIE ESEJU ELIASA CANETTIEGO
DRUGI PROCES - KAFKI LISTY DO FELICJI
Autor: Urszula Pałłasz
Polskie wydanie listów Franza Kafki do Felicji Bauer (PIW,
1976) jest ostatnim dziełem translatorskim zasłużonej tłumaczki Ireny
Krońskiej. Drugi tom wydania tychże listów zamyka esej Eliasa Canettiego
Drugi Proces - Kafki listy do Felicji. Esej Canettiego powstał
w roku 1968, w rok po sensacyjnym opublikowaniu listów Kafki do Felicji
przez nowojorskie wydawnictwo Schocken Books (wydawnictwo to zakupiło
listy od samej Felicji Bauer w roku 1955). Z korespondencji Kafki z Felicją
z okresu lat 1912-1917, owej "pięcioletniej
udręki", według określenia Canettiego, zachowały się prawie
wszystkie listy autorstwa Kafki i ani jeden Felicji. Te listy właśnie
analizuje Canetti w eseju w bardzo interesujący i niekonwencjonalny sposób.
Lektura eseju daje nieco znudzonemu i zagubionemu czytelnikowi listów
jakąś orientację w ich chronologicznym porządku, a co ważniejsze, pozwala
uporządkować wrażenia płynące z lektury.
Dominującym bowiem wrażeniem lektury samych tylko listów Kafki jest pewna
monotonia wynikająca z pojawiających się jak natrętny refren osobistych,
obsesyjnych tematów. Lecz esej Canettiego, aczkolwiek poświęcony analizie
osobowości Franza Kafki przeprowadzonej na podstawie epistolograficznej,
niesie równocześnie, podobnie jak listy Kafki, własne, rzec można niezmienne
tematy Canettiego. "Nikt chyba nie oczekiwał, że Canetti w wyniku
przenikliwej analizy, rzeczowej egzegezy, napisze esej o Kafce jedynie.
Na tym nie mógł poprzestać ten, dla którego Kafka więcej znaczy niż wszyscy
inni pisarze. Chcę przez to powiedzieć, że esej ten wibruje od widocznych
i ukrytych związków między dziełami obu pisarzy a psychiką ich autorów,
tzn. Kafki i Canettiego" - zauważa Wolfgang Hadecke ("Literatur
und Kritik", 1971, zeszyt 51, str. 47).
Listy Kafki do Felicji stanowią materiał, który długo pozostawał niedostępny
kafkologom, co powodowało niedokładności w ocenach zarówno dzieł pisarza,
jak i jego biografii. Tak więc Canetti, który - jak wiadomo - zawsze bardzo
starannie obiera tematy do swoich prac literackich, wiedział, z jak wartościowym
materiałem ma do czynienia.
Śledzi zatem krok po kroku, z pedantyczną wręcz skrupulatnością historię
znajomości Kafki z Felicją. Szuka odpowiedzi na pytania, dlaczego w ogóle
Kafka pisał do Felicji i gdzie tkwi przyczyna tej powodzi listów. Bo przecież
- co moim zdaniem jest oczywiste - listów tych nie pisał kochający człowiek,
nie pisał ich wielbiciel, któremu zależałoby na wzajemności uczuć wybranej
kobiety. Już pierwsze wrażenie, jakie wywarła na nim Felicja, trudno nazwać
oczarowaniem. Tydzień po poznaniu jej u Maxa Broda
(w roku 1912) Kafka notuje w dzienniku:
"Gdym dnia 13 sierpnia
przyszedł do Broda, siedziała przy stole, a mimo to sprawiała na mnie
wrażenie służącej. Nie byłem też ani trochę ciekawy, kim jest, lecz
pogodziłem się od razu z jej istnieniem. Koścista, pusta twarz, wystawiająca
na jaw swą pustkę. Odsłonięta szyja. Wyrzucona na wierzch bluzka. Wyglądała
na ubraną zupełnie po domowemu, choć, jak się później okazało, wcale
tak nie było. (...) Niemal złamany nos. Włosy blond, trochę sztywne
i bez uroku, mocny podbródek. Siadając przypatrzyłem się jej po raz
pierwszy dokładniej, a siedząc miałem o niej już niewzruszony sąd"
(Franz Kafka, Dzienniki 1910-1923, Wyd. Literackie, Kraków, tłum. Jan
Werter, str. 218).
W listach zaś do Felicji Kafka wręcz wypomina sobie brak
miłości do niej. I jeżeli nawet to przewrotne i przesadne eksponowanie
uczuciowego chłodu służyć ma określonemu celowi, a mianowicie zrażeniu
do siebie Felicji - o czym szerzej później - to listy zawierają i tak
wystarczająco dużo dowodów na to, że nie mamy tylko do czynienia z kamuflażem.
"(...) musisz się przynajmniej
domyślać, że moja namiętna potrzeba możliwie nieprzerwanego kontaktu
korespondencyjnego z Tobą wypływa właściwie nie z miłości, ta bowiem
starałaby się przecież oszczędzać Ciebie ze względu na Twoje rozpaczliwe
przemęczenie w ciągu całego tego ostatniego czasu, lecz z mojej nieszczęsnej
natury" (Listy, t. 1, 373).
Albo:
"Czy nie uderzyło Cię,
Felice, że ja w moich listach właściwie Ciebie nie kocham, bo w takim
razie musiałbym przecież myśleć tylko o Tobie i tylko o Tobie pisać,
lecz że ja się właściwie do Ciebie modlę i jakoś oczekuję od Ciebie
w najgłupszych rzeczach pomocy i błogosławieństwa" (Listy, t. 1,
380).
Albo zdecydowanie wrogi i zdradziecki krok Kafki, jakim
było na przykład opisanie w liście do innej kobiety złotych zębów Felicji?
Canetti wszystko to usprawiedliwia, uważając, że Kafka
chciał pojąć za żonę Felicję taką, jaką była ze wszystkimi jej błędami.
Właśnie, chciał się z nią ożenić, a nie obdarować jej miłością. O korzeniach
tak dziwnego stosunku mówi Canetti: "Jako
trzy kobiety najważniejsze w jego życiu należy wymienić Felicję, Gretę
Bloch i Milenę. W stosunku do każdej z nich
jego uczucie powstawało poprzez listy" (D. P, 474) (1).
Rzeczywiście miłość do Felicji i do Grety Bloch wyraża Kafka prawie wyłącznie
w pisaniu. Nie tęskni do spotkania z nimi, ponieważ nie kocha tych kobiet
istniejących realnie, a jedynie ich obrazy. Obrazy te stwarza sobie pisząc.
Najszczęśliwszą fazą tej korespondencyjnej miłości było owych siedem miesięcy,
pomiędzy wrześniem 1912 a drugim spotkaniem z Felicją w marcu 1913 roku.
Rzecz charakterystyczna, że przed tym drugim spotkaniem, które miało jakoby
wieńczyć pewien szczęśliwy okres w jego życiu, Kafka jest niezdecydowany,
wyraźnie się ociąga i wynajduje coraz to nowe przeszkody. I tak jest za
każdym razem, gdy ma dojść do spotkania z ukochaną.
Kafka kocha Felicję nierealną, nie tę ze "złotym uzębieniem"
i "pustą twarzą", lecz Felicję z fotografii i ze swoich marzeń.
Już sama myśl o spotkaniu napawa go przerażeniem. Stara się więc na wszelkie
sposoby odstręczyć Felicję od siebie. W liście z nocy sylwestrowej 1912/1913
(jeden z bardziej charakterystycznych listów) pytają, jak zareagowałaby,
gdyby nie stawił się na umówione miejsce, lecz pozostał w łóżku i nie
czuł przy tym żadnej skruchy. I choć "wydarzenie,
które tu opisałem, jest w rzeczywistości zupełnie niemożliwe", to
jednak "całe moje zachowanie dowodzi, że jestem gotów (...) powtórzyć
je bez wahania i w całej rozciągłości" (Listy, 1.1,214). Kiedy
Felicji nie ma przy nim i kiedy dzieli ich odległość (Praga - Berlin,
to jest osiem godzin jazdy pociągiem), Kafka czuje się pewniejszy, pisze:
"Zakładam stalówkę i jestem blisko Ciebie,
bliżej, niż gdy stoję przy Twojej kanapie. Tutaj Ty mnie nie odpychasz,
tutaj nie unikasz mojego wzroku, moich myśli i moich pytań..." (Listy,
t. 2,193). Również prowadzenie rozmów z własnego łóżka zdaje się
bardziej mu odpowiadać:
"Moje myślenie o Tobie
jest rozsądniejsze od mojego pisania do Ciebie. Wczoraj w nocy długo
nie mogłem i nie chciałem zasnąć, przez dwie godziny leżałem bardziej
na jawie niż we śnie i przez cały czas prowadziłem z Tobą bardzo intymną
rozmowę. (...) była to właściwie sama tylko forma intymnej rozmowy,
uczucie bliskości i oddania" {Listy, 1.1,225).
Podobną myśl wyraża w słowach: "Jest
coś słusznego w orientalnych obyczajach małżeńskich, gdzie narzeczony
może zoŹbaczyć narzeczoną dopiero po ślubie" (Listy, 1.1,476).
Obok listów także fotografie Felicji stanowią pokarm, którym Kafka karmi
swoją wyobraźnię. Przy czym jest rzeczą znamienną, iż przedkłada fotografię
Felicji jako małej dziewczynki nad fotografię Felicji dojrzałej, gdyż
"ta mała dziewczynka już nie istnieje
i w tym wypadku fotografia jest wszystkim. Natomiast drugie zdjęcie jest
tylko przedstawieniem drogiej teraźniejszości i pożądanie każe mojemu
spojrzeniu wychodzić dalej, poza ten niepokojący obrazek" (Listy,
1.1, 120).
W korespondencyjnej znajomości Kafki z Felicją pojawiają się niewątpliwie
różne fazy, od pełnych zachwytu listów z pierwszych siedmiu miesięcy (2-3
listy dziennie), poprzez - jak to Canetti nazywa - "antylisty",
będące następstwem "najbardziej niezwykłych
oświadczyn, jakie można sobie wyobrazić" (D. P, 465), gdyż
"mnoży w nich trudności, mówi o sobie
niezliczone rzeczy, które stoją na przeszkodzie współżyciu w małżeństwie,
i żąda od niej, żeby wszystkie te rzeczy rozważyła", miesięczne
milczenie, a następnie fazę, w której Kafka znów przyjmuje rolę starającego
się, co prowadzi do oficjalnych zaręczyn (30 maja 1914), ponownie milczenie
po zerwaniu tychże zaręczyn, skąpą (po spotkaniu w Bodenbach) korespondencję
w roku 1915, aż do edukacyjnej fazy korespondencji po pięknym intermezzo
w Marienbadzie, gdy Kafka - jak mówi Canetti - "postawił sobie herkulesowe
zadanie... odmieszczanienia... charakteru Felicji, bez czego on nie może
sobie wyobrazić ich przyszłego współżycia" (D. P, 515, 517). Od obrazu
Felicji, jaki sobie stwarzał, zależał jego stosunek do niej. W liście
do Grety Bloch pisze:
"F. znam właściwie pod
postacią czterech dziewcząt, które są ze sobą niemal nie do pogodzenia
i które są mi wszystkie niemal równie drogie. Pierwszą była ta, którą
poznałem w Pradze, drugą ta, która pisała do mnie listy (ta występowała
w różnych odmianach, ale mimo to była jednolita), trzecią jest ta, z
którą się spotkałem w Berlinie, a czwartą ta, która przestaje z obcymi
mi ludźmi i o której dowiaduję się z listów lub z jej własnych ustnych
relacji" (Listy, t. 2,-44).
Cóż więc Kałka znajdował w Felicji? Co skłaniało go do
pięcioletniej korespondencji? Dlaczego dwukrotnie prosił ją o rękę, skoro
znajomość z nią była dla niego ciężarem i stwarzała niebezpieczeństwo,
przed którym powinien był szybko i w porę uciekać? Canetti zauważa: "U
Felicji ważne było to, że ona istniała" (D. P, 452) - dodajmy,
że pod postacią świeżej, rumianej i zdrowej dziewczyny. Kafka ceni sobie
jej pogodę, usposobienie, zdrowie i zmysł do dobrego gospodarowania, a
zatem te cechy, których sam nie posiada. Zabrania jej pisania po nocach,
zaleca spacery, jej postępy w pływaniu zajmują go bardziej niż jej lektura
(inna sprawa, że nie odpowiadała jego smakowi). Canetti słusznie zauważa,
iż listy Kafki są czymś w rodzaju rozszerzonego dziennika, "który
ma tę dobrą stronę, że Kafka prowadzi go rzeczywiście codziennie, że tu
może się częściej powtarzać i tym samym ulegać pewnej istotnej potrzebie
swojej natury" (D. P, 436, 437). W ponurych, pełnych narzekań,
miejscami nużących listach, autor "Procesu"
uskarża się na bezsenność, bóle głowy, bezsensowność zajęć biurowych,
przemęczenie i brak postępów w pracy literackiej. Listy utrzymane są w
tonie poważnym, ich odbiorca nie znajdzie na żadnej stronie (a jest ich
ponad 800) miejsca, które by mogło rozbawić. Może z jednym wyjątkiem:
szwagier Kafki Joseph Pollak zrobił niezamierzenie aluzję do odgradzania
się pisarza od rodziny i przyjmowania wobec niej obojętnej postawy, tak
jakby ów nie żył w bliskości z nią i nie kontaktował się z krewnymi inaczej
niż przez listy, witając go któregoś wieczoru słowami: "Dobry wieczór,
Franz! Jak ci się wiedzie? Co piszą z domu?" (Listy, 1.1,237). Nic
dziwnego, że "Franz" musi zapewniać Felicję, że potrafi się
też śmiać, że znany jest nawet jako śmieszek (specyficzne musiało to być
poczucie humoru, które pozwalało mu śmiać się przy odczytywaniu przyjaciołom
"Przemiany"!). Nieustannie
zaś skarży się w listach na kiepski stan fizyczny i psychiczny. Narzekania
te potęgują się i nabierają cech litanii w miarę niebezpiecznego przybliżania
się upiornej wizji małżeństwa.
We wspomnianej już nocy sylwestrowej roku 1912/1913 małżeństwo zwidziało
się Kafce jako szafot, na który wloką związaną parę nowożeńców. Broni
się więc przed szafotem złym samopoczuciem.
Canetti zwraca uwagę na szczególne uwrażliwienie Kafki na wszystko, co
miało związek z jego ciałem. Cierpienia fizyczne i kompleksy Kafki analizuje
bardzo dokładnie. Bezsenność Kafki nie jest dla Canettiego niczym innym
jak czujnością wobec ciała, które traci nocą swój jednolity kształt i
rozpada się na poszczególne organy. Jedność ciała można zachować dzięki
zdrowemu pożywieniu, świeżemu powietrzu i gimnastyce, o co też Kafka usiłował
dbać.
Jak już wspomniałam, esej Canettiego mówi coś nie tylko o autorze Listów
do Felicji, ale zarazem pozwala lepiej zrozumieć twórcę "Masy i władzy".
Nie jest to kwestią przypadku, że Canetti przykłada szczególną wagę do
chudości Kafki. Przypomnę, że bohater "Auto da fe" - Piotr Kien
"jak pamięcią sięgał, był za wysoki i
za chudy" (Czytelnik, 1979, tłum. Edyta Sicińska. str. 14).
O kompleksie chudości u Kafki świadczą wypowiedzi w "Liście do ojca",
a także fakt, iż myśl o mizernym wyglądzie nie opuszcza go nawet w ostatnim
tygodniu życia. W listach do Felicji temat ten pojawia się bezpośrednio,
jak również pośrednio, kiedy padają pełne podziwu słowa o grubych, zdrowych
ludziach. "Do miłości należy ciężar"!
(D. P, 445) stwierdza Canetti. Tak więc ciężar jest nieodłączny
od miłości i z myślą o tej uwadze należy - jak sądzę - spojrzeć na bohatera
"Auto da fe" Piotra Kiena, którego charakteryzowała absolutna
niezdolność do kochania!
Innego rodzaju cierpień doznaje Kafka z powodu hałasu. Wrażliwość na hałas
każe mu uciekać do spokojnego, przez nikogo więcej nie odwiedzanego pokoju.
"Jego pokój - pisze Canetti - jest mu
ochroną, staje się dla niego jakby ciałem zewnętrznym, można by go nazwać
przed-ciałem" (D. P, 449). To wyobrażenie pokoju jako "przed-ciała"
zdaje się również odwoływać do bohatera "Auto da fe". Chłodny,
wyniosły Kien najlepiej czuje się w swoim pokoju. Utrata tego pokoju jest
równoznaczna z odarciem z ochronnej otoczki i wystawia go na zgubę!
Przed decyzją o małżeństwie mają powstrzymać Felicję nie tylko niedostatki
fizyczne autora listów, lecz również niekorzystne cechy jego charakteru.
"Jestem w gruncie rzeczy człowiekiem
zimnym, samolubnym i nieczułym - pisze w liście oświadczynowym! - mimo
całej mojej słabości, która te moje cechy bardziej zasłania niż łagodzi"
(Listy, t. 1, 438). W innym miejscu pisze, że ma "potężne
wrodzone skłonności ascetyczne" (Listy,
t. 1, 470) i, że przed związkiem z nią powstrzymuje go "strach
przed związaniem się nawet z człowiekiem najukochańszym" (Listy,
1.1,449). W liście do ojca narzeczonej wyjawia, że przez ostatnie
lata nie wypowiedział do swojej matki choćby dwudziestu słów dziennie,
a z ojcem wymieniał co najwyżej okolicznościowe pozdrowienia (nota bene
słynny biograf Kafki, Wagenbach, ma w tej mierze nieco inne zdanie).
Nie mogę się jednak zgodzić z inną refleksją Canattiego, a mianowicie,
że listy od Felicji były absolutnie potrzebne Kafce jako twórcy i, że
twórczość swoją nieustannie nimi "karmił". Moim zdaniem nie
są to listy pisarza, dzielącego się z adresatem efektami procesu twórczego
tak, jak to ma miejsce np. w listach Bruno Schulza do Debory Vogel. "Dlaczego
fabrykę rozumiesz lepiej niż mnie!" {Listy, t. 2, 195) - upomina
Felicję Kafka, kiedy ona "diabelskim podszeptem" zwraca pisarzowi
uwagę, iż "powinien" spróbować oddać swój czas nie twórczej
pracy a fabryce! Felicja - i tu zgadzam się z Canettim - "nie
jest zdolna ocenić kogo sobą, mianowicie swoimi listami karmi" (D.P.442).
Kafka uświadomił sobie tę prawdę dość wcześnie: "przyjaźnie
idziemy obok siebie, ale w tym samym czasie coś między nami drga, jakby
ktoś nieustannie przecinał szablą powietrze między nami" (Listy,
t. 2,194). "Wyrok",
"Przemiana" i większa część
"Ameryki" powstają w okresie,
kiedy korespondencja Kafki z Felicją jest w pełnym rozkwicie, lecz równie
twórczy okres przeżywa Kafka po zerwaniu zaręczyn, kiedy pisze "Proces"
czy "Kolonię karną". Z cytowanego
przez Canattiego listu Kafki do Maxa Broda -
"może jest prawdą, że pisaniem można sobie
dziewczęta owinąć dookoła palca?" (D.P.430) - wynika, że celem
prowadzonej korespondencji były próby przywiązania adresatki listów do
siebie czy dzielenie się z nią obsesjami, nie zaś komunikowanie się z
nią w sprawach twórczych, warsztatowych i tym podobnych. Kafka mając w
pamięci pierwszą próbę zerwania z Felicją, latem 1913 roku, kiedy to zwietrzył
zagrożenie dla swej działalności twórczej, notuje następnie w dzienniku
wiosną 1914 roku, że oczekiwane natchnienie twórcze nie nadeszło i, że
był zmuszony zwrócić się znów do Felicji, by się "w
jakikolwiek sposób" ratować (Dzienniki, 281). Podobne
konstatacje zawierają zapiski z jesieni 1914 roku, po lipcowym rozstaniu
w Askańskim Dworze (hotel, w którym zatrzymywał się Kafka podczas nielicznych
wizyt w Berlinie): "Jestem jednak (zupełnie)
bez opamiętania. A podporą mą najsilniejszą jest (w znam)ienny sposób
myśl o F." (Dzienniki, 336) (2). I znów Kafka
"w znamienny sposób" potrzebuje Felicji - tego konfesjonału
dla umęczonej psychiki, choć każdy fizyczny kontakt z nią wywołuje w nim
falę niepokoju. Widzi w niej możliwe zagrożenie dla samotności, spokoju,
wymarzonego życia w piwnicy, którego uroki roztacza we - jak to określa
Canetti - "wspaniałym liście" z 14 stycznia 1913 roku: "dla
mnie najlepszym sposobem życia byłoby z przyborami do pisania i z lampą
zamieszkać w najdalszym pomieszczeniu... zamkniętej piwnicy... Co ja bym
wtedy napisał!... Bez wysiłku! Bo najwyższej koncentracji obcy . jest
wysiłek" (Listy, t.1, 245).
Ideałem Felicji była codzienność, zwyczajność, co wyglądało kusząco, z
oddali, ale nie pod własnym dachem. Lecz przecież Kafka z nią się jednak
dwukrotnie zaręcza. Po raz pierwszy przynajmniej ma wyraźne poczucie,
że zrobił "coś dobrego i absolutnie koniecznego"
(Listy, t.2,102). Stara się o nią, oświadcza, wreszcie zaręcza,
ale zawsze wtedy kiedy Felicja milczy, kiedy wymyka mu się z rąk. Kiedy
czuje, że Felicja oddala się - gotów jest się nawet zaręczyć. Byleby ją
zatrzymać! Równocześnie budzą się wątpliwości, zwycięża strach przed małżeństwem
i koło się zamyka. Tak więc najwyraźniej listy były nieodzowne psychice
Kafki, korespondencja stabilizowała rozchwiane poczucie własnej wartości
i koiła różnorodne kompleksy pisarza.
Ale "najważniejszym i najstraszliwszym"
wyznaniem Kafki - pisze Canetti - jest to, że "obok
obojętności - jego głównym uczuciem w stosunku do ludzi jest lęk"
(D.P.467) właśnie lęk jest obok obojętności zasadniczym uczuciem,
jakie żywię w stosunku do ludzi" (Listy, t. 1, 439). W tym samym
roku, w którym ukazał się Drugi Proces, czyli w roku 1968, Canetti notuje
w Aufzeichnungen (Zapiskach), że wraz z Kafką narodziły się jednocześnie
i wątpliwości i respekt wobec świata. Godzenie tych, zdawać by się mogło,
sprzeczności stanowi o niepowtarzalności autora "Procesu".
Wyjątkowość dzieła Kafki - zauważa Canetti - polega na tym, że brakuje
w nim większości afektów "tak gadatliwie
i chaotycznie wciąż wałkowanych w literaturze" (D.P. 467).
Jest to moim zdaniem jedna z ważniejszych myśli tego eseju. Pozwala spojrzeć
na pisarstwo Kafki od nowej strony. Świat Kafki istotnie jest pozbawiony
zwykłych namiętności, takich jak miłość, nienawiść, zazdrość i tym podobne.
Najistotniejszym - tak mi się zdaje- dokonaniem eseju Canettiego jest
szczegółowy dowód na to, jak bardzo ścisłe związki zachodzą między historią
tego "korespondencyjnego" związku, czyli pomiędzy stosunkiem
obu partnerów do siebie, a "Procesem"
Kafki. To jest ten główny temat Drugiego Procesu, tak należy tłumaczyć
tytuł eseju. Pracę nad "Procesem"
Kafka rozpoczął bezpośrednio po zerwaniu pierwszych zaręczyn z Felicją
(12 lipca 1914). Zerwanie i rozstanie nastąpiło we wspomnianym już Askańskim
Dworze w obecności między innymi Grety Bloch, która była adresatką wcale
obfitej korespondencji Kafki prowadzonej w tym samym czasie co z Felicją.
Listy skierowane do Grety Bloch posłużyły Felicji za materiał dowodowy
w wytyczonym przeciw narzeczonemu "procesie". Scenę, jaka tam
się wówczas rozegrała, Kafka nazywa "sądem". Odzwierciedleniem
tej sceny w "Procesie" jest -
według Canettiego - moment stracenia Józefa K. Aresztowanie Józefa K.
Canetti wywodzi bezpośrednio z oficjalnych zaręczyn Kafki z Felicją (30
maja 1914). Przyszły pan młody tak je opisywał: "Byłem
skuty jak złoczyńca. Gdyby wciśnięto mnie skuteŹgo rzeczywiście tam w
kąt, postawiono przede mną żandarmów i tylko w ten sposób wystawiono na
pokaz, nie byłoby to najgorsze" (Dzienniki, 293). Obecna przy
aresztowaniu Józefa K. i towarzysząca skazańcowi w jego ostatniej drodze
panna Burstner jest metamorfozą Grety Bloch, która była zarówno świadkiem
zaręczyn z Felicją, jak i świadkiem oraz oskarżycielką podczas ich rozstania.
Argumentacja Canettiego jest spójna i bez zarzutu, chciałoby się jedynie
wykorzystując trafne spostrzeżenie redaktorów niemieckiego wydania listów,
pozostawić otwartym pytanie, czy pojawienie się panny Burstner w ostatniej
scenie "Procesu" nie jest raczej
związane z osobą Felicji, niż Grety Bloch. Panna Burstner stanowi dla
Józefa K. przestrogę. Podobną "przestrogą" była dla Kafki Felicja,
gdyż - jak pisał - dzięki niej uświadomił sobie, że życie jego znajduje
się w "martwym punkcie"! W
dalszej części eseju Canetti analizuje wybrane utwory Kafki i widzi w
nich znaczące pokrewieństwo myślowe. Posługuje się przy tym pojęciami
zdefiniowanymi w swojej słynnej Masse und Macht ("Masa i władza").
Te pojęcia to: Macht (władza, potęga, moc), przemiana i rozkaz.
Canetti uważa, że upokorzeniu, jakiego doznał Kafka w okresie znajomości
z Felicją, dał wyraz w "Procesie".
Lecz upokorzenie, jako nieodłączny atrybut władzy, towarzyszy nie tylko
Józefowi K. Doświadczają go - zauważa Canetti - bez mała wszyscy bohaterowie
kafkowscy. Motyw poniżenia odnajduje Canetti zarówno w strukturze dzieł
Kafki, jak i w poszczególnych obrazach jego prozy. Jest to jeden "z
jego tematów centralnych" (D.P.493).
Obok upokorzenia, którego symbolem pozostaje niezmiennie i w listach i
w prozie pies (tu w imię paraleli między autorami, zwracam uwagę, że Teresa
i Fischerle w "Auto da fe" nazywają Kiena "psem",
a raz nawet "zbitym psem"!), władza posługuje się rozkazem.
Ale Kafka nie dopuszcza do pełnego poddania się władzy. Dzięki uporowi,
z determinacją i z pewnego rodzaju zatwardziałością ("tę
zatwardziałość chciałoby się nazwać jego swoistym talentem"
- mówi Canetti).- pisarzowi udaje się oddalać od siebie ostrza rozkazów.
Ów upór skutecznie pozwala mu zwlekać z wykonaniem na przykład rozkazów
Felicji.
Inną formą oporu, jaką przybiera "zatwardziałość" Kafki, jest
milczenie - zauważa Canetti. Kafka, ponieważ czuł odrazę do wszelkiej
przemocy, milczy podczas "sądu" w Askańskim Dworze, a jego Józef
K. milczy na miejscu egzekucji. Milczenie jest widomym aktem sprzeciwu
wobec przemocy i możliwością zademonstrowania ucieczki przed znienawidzoną
władzą. I tu także należy przypomnieć, źe kiedy Teresa ("Auto da
fe") wtargnęła do "przed-ciała" (pokoju) Kiena i kiedy
stałą swoją obecnością oraz nowymi meblami "spychała" Kiena
z jego "przed-ciała" - ostatnią bronią Kiena przeciw przemocy
Teresy było milczenie. Podobnie rzecz się miała z Kafką, kiedy Felicja
snuła przed pisarzem nieposkromione wizje wyposażenia wspólnego przyszłego
mieszkania!
Inną jeszcze szansę ucieczki przed władzą stwarza także przemiana. I ta
możliwość obrony własnej suwerenności jest wspólna, podobnie jak milczenie,
obu twórcom. Dla Canettiego pisarz jest "stróżem" metamorfoz,
jest tą osobą, która w naszym znormalizowanym świecie chronić musi umiejętność
tę przed całkowitym zapomnieniem. Kafka na pewno tę właśnie umiejętność
w stopniu najwyższym posiadł i Kafce jako "jedynemu
pisarzowi naprawdę ze swej natury chińskiemu, którym może wykazać się
zachód" (D.P.507) przypisuje Canetti specjalne upodobanie
do metamorfozy w małość. (Zdaniem Canettiego, po ten środek wyrazu - poza
Kafką - sięgają tylko Chińczycy). Trudno mi się całkowicie z tezą tą zgodzić,
boć przecież żuk z "Przemiany"
i stworzenie ze "Schronu" nie są bynajmniej małe, nie mówiąc
już o małpie ze "Sprawozdania z Akademii". Mało udokumentowane
i stąd nieprzekonywująco brzmi wyjaśnienie Canettiego, że "metamorfoza
w małość staje się bardziej plastyczna, bardziej uchwytna, bardziej wiarygodna
przez to, że zwierzę wychodzi jej naprzeciw, że samo się powiększa"
(D.P,505). Według Canettiego kafkowska metamorfoza w małość manifestuje
się niechęcią do dzieci, w których Kafka jakoby widział uzurpatorów małości.
W przeciwieństwie do Canettiego sądzę, że Kafka nie życzył sobie mieć
własnych dzieci z tych samych powodów, dla których nie chciał wiązać się
małżeństwem (dzieci swojej siostry Elli bardzo lubił!). Heinz Politzer
chyba nie bez racji twierdzi, że kafkowscy mali bohaterowie są nieodrodnymi
potomkami rodziców. Podobnie jak dorośli są smutni, zrozpaczeni i samotni.
Chłopiec z "Zamku", Hans Brunswick,
próbuje np. w ten sam sposób pomagać K., jak dorośli mieszkańcy wioski!
I dlatego też nie widzę - jak chce Canetti - w dziewczynkach z "Procesu"
(scena u malarza Titorellego) "szyderczych" dzieci, lecz tego
samego pokroju co na przykład Leni, zepsute młode kobiety.
Do znamion przemiany w małość zalicza Canetti również kafkowską tendencję
do stawania się "coraz mniejszym, coraz
cichszym, coraz lżejszym, aż do zniknięcia" (D.P.457). Świadczyć
ma o tym skracanie imienia pisarza w jego prozie i w jego listach. Myślę,
że o tym, jakie znaczenie ma słynne "K." - imię bohaterów Procesu
i Zamku- można długo dyskutować. Tutaj chcę jedynie zaznaczyć, że chyba
jest to znamię literatury XX wieku, która często czyni bohaterów bezimiennymi
po to, by stali się oni uniwersalni. A pod listami do Felicji Kafka podpisuje
się - aż do listu ostatniego - "Franz". Trudno mi więc widzieć
tutaj tendencję do zanikania. Tu nie może być mowy o unicestwieniu siebie
- ani jako człowieka, ani jako twórcy, "Zmniejszając
się fizycznie sam siebie pozbawiał mocy i przez to mniej w niej uczestniczył,
także i tu asceza była wymierzona przeciw przemocy i władzy" (D.P.503)
- stwierdza Canetti. Do podobnego wniosku doszedł autor "Ocalonego
języka" już dawniej, kiedy to w roku 1947 w "Aufzeichnungen"
("Zapiskach") zanotował, że Kafka jest jedynym pisarzem zupełnie
wolnym od choroby, jaką jest władza. Lecz czy tak jest istotnie? Czy bakcyl
władzy nie zaraził samego Kafki? Wprawdzie zgadzam się z Canettim, który
odkrywa w Kafce największego eksperta władzy i to w każdym z jej groźnych
aspektów, lecz sądzę także więcej, a mianowicie, że sam Kafka - z wyboru
- próbował także smaku władzy doświadczyć. Zetknął się bowiem z władzą
na dwu płaszczyznach: jako człowiek przez władzę prześladowany i jako
człowiek, w którego ręku owa władza spoczywa! Sam Canetti przyznaje, że
w pewnych fazach korespondencji Kafka zachowuje się despotycznie, wydaje
rozkazy i wymaga. Więcej, pytania zadane Felicji Kafka nazywa "przesłuchaniem"!
Przecież do niego należy władza, kiedy dyryguje Felicją w trakcie jej
pracy w żydowskim sierocińcu, do niego należy władza, kiedy publicznie
odczytuje swoje utwory. To on po prezentacji "Wyroku"
tak pisał do Felicji: "Wiesz, komenderować
ludźmi albo przynajmniej wierzyć, że się komenderuje - nie ma większego
błogostanu dla ciała"! (Listy,t.1,136).
Bakcyl władzy poraża pisarza nawet wówczas, kiedy władzy podlega: zarówno
Kafkę, jak i jego bohaterów fascynuje mechanizm jej działania. Uosobieniem
władzy jest Felicja i ojciec Kafki, ale pragnę podkreślić, że jak pisze
sam Kafka "podziw dla jego (ojca) osoby
jest może równie wielki jak mój strach przed nim" (Listy,t.1,479).
Podobnie jest z Felicją. Przecież i dla niej pisarz ma wiele podziwu,
to on - jakkolwiek boi się Felicji - nieustannie zmusza ją do korespondencji
z sobą. Kafka nie kochał ani Felicji, ani ojca, ale czyż można kochać
władzę? Strachu przed ojcem, który był tuż tuż, Kafka nie pozbędzie się
do końca życia. Inaczej rzecz się ma z Felicją. Boi się jej tylko do czasu,
do zerwania zaręczyn - do "sądu". Po "sądzie" władza
przypada jemu. Po "procesie", po "wyroku" czuje się
wolny. Lęk przed władzą odczuwa się przed wyrokiem. Potem nie ma się już
czego bać. Zatem stosunek Kafki do władzy ma charakter ambiwalentny: strach
i podziw. Znamiona naszego wieku!
"Pięcioletnią udrękę" kończy krwotok gruźliczy w październiku
1917. Ten, który "prawie zawsze" był "niesamodzielny",
a odczuwał "bezgraniczne pragnienie samodzielności,
niezależności, wolności" (Listy, t.2, 320) zdaje sobie sprawę,
że choroba "oznacza utracenie równego
kroku ze światem" (Listy, t.2,355) i zrywa bezapelacyjnie
i brutalnie z Felicją. Pisze do niej, że jest "w
swoim nieszczęściu szczęśliwy" (Listy, t.2, 354), "w
każdym razie mam dziś do gruźlicy stosunek taki, jaki ma dziecko do spódnicy
matki, której się trzyma" (Listy, t.2,353,415). I dalej:
"Nie pytaj mnie, dlaczego
uznałem, że to jest koniec. Nie upokarzaj mnie tak. (...) Jest to broń,
wobec której owe przedtem stosowane środki obrony, tak liczne, że prawie
niepoliczone, od niemożności fizycznej aż do pracy, a stamtąd znowu
do skąpstwa, okazuje się bardzo mało skuteczne i prymitywne. (...) Właśnie
dlatego, że to nie jest gruźlica, którą można położyć na leżaku i wyleczyć,
lecz broń, której bezwzględna konieczność pozostanie w mocy tak dłuŹgo,
jak długo ja pozostaję przy życiu" (Listy, t.2,353,4).
Elias Canetti pochylony nad historią związku Franza Kafki
z Felicją Bauer konstatuje: "każde życie
jest śmieszne, gdy zna się je dość dobrze. Jeśli zna się je jeszcze lepiej,
jest poważne i straszliwe" (D.P,515).
Już na zakończenie niech mi będzie wolno przytoczyć fragment "olśniewającego
kawałka samowiedzy" ("...byłby
to dobry napis nagrobny..."),
"który umożliwia być może rozmaite wnioski i uzasadnienia" (Listy,
t.2, 362 i 415), także moich rozważań, a który to fragment zaczerpnęłam
z końcowej korespondencji Kafki z Felicją.
"Gdy siebie badam z uwagi
na swój cel ostateczny, okazuje się, że właściwie nie dążę do tego,
by stać się dobrym człowiekiem i uczynić zadość najwyższemu sądowi,
lecz zupełnie przeciwnie, by ogarnąć wzrokiem całą społeczność ludzką
i zwierzęcą, poznać jej podstawowe upodobania, pragnienia, ideały moralne,
sprowadzić je do prostych przepisów i samemu możliwie szybko rozwinąć
się w tym kierunku, w ten sposób stając się miłym dla wszystkich bez
wyjątku, i to tak miłym (tutaj wychodzi szydło z worka), żebym w końcu,
nie tracąc powszechnej miłości, jako jedyny grzesznik nieprzypiekany,
miał prawo jawnie, na oczach wszystkich praktykować mieszkającą we mnie
nikczemność. Reasumując, dbam więc tylko o sąd ludzki, ten zaś chcę
ponadto oszukać, nie popełniając zresztą oszustwa.". (Listy, t.
2, 352).
2004 copyright by Urszula Pałłasz
Tekst ten został opublikowany za wiedzą i zgodą autorki.
________________________________
(1).D.P.
- Drugi Proces - Kafki listy do Felicji
(2). Uzupełnienia
w nawiasach moje wg Klausa Wagenbacha. Tekst Dzienników jest
w tych miejscach nieczytelny.
<<
powrót do działu "Opinie, prace i interpretacje"
<<
powrót do strony głównej |