|
Bagaże Franza K. - fragmenty
Autor: Remigiusz Grzela
Bohaterami tej książki są polscy Żydzi, których losy rozrzuciły
po całej Europie. W Berlinie, Wiedniu, Londynie, w Budapeszcie i Pradze
szukali swego miejsca.
Jej duchem jest Franz Kafka. Każda z postaci, o których będzie ta opowieść,
w jakiś sposób była związana z tym praskim urzędnikiem, jednym z największych
pisarzy XX wieku.
Wyobrażam ich sobie. Razem jadą w podróż. Franz K. pakuje walizki. Gromadzi
bagaże... A w nich pożółkłe koperty, listy, notatki, dzienniki, stare
kajety i fragmenty wspomnień. Zabiera strzępy myśli i zasuszone pragnienia.
Zabiera to, co ważne i potrzebne; i to, co pozornie błahe. Wszystko, z
czym czuje się dobrze, i co pozwoli mu spojrzeć raz jeszcze na swoje życie,
co pozwoli mu lepiej poznać siebie i otaczający go świat...
Jeszcze tylko chwila do odjazdu pociągu. Koleje austriackie są przesadnie
punktualne. Można według nich regulować zegarek.
Ten wysoki i chudy mężczyzna w eleganckim garniturze, w długim ciemnym
płaszczu z kołnierzem postawionym do góry, w kapeluszu nałożonym nonszalancko,
idzie zdecydowanym, spiesznym krokiem. Zwraca uwagę swoimi wyrazistymi
rysami, lekko spiczastymi uszami - jakby był zamalowanym na biało płótnem
z wyrysowanymi czarną farbą kreskami.
Pakując bagaże odnalazł kilka fotografii z dzieciństwa. Już wtedy miał
charakter. Jego twarz nigdy nie kłamała. Na niej wszystko jest wypisane.
Upór. Bezkompromisowość. Strach. Wydatne kości policzkowe są oznaką sprzeczności.
Z jednej strony podkreślają stanowczość, z drugiej łagodność. Stoją na
granicy.
Inne fotografie: on na tle rodziny. Matka, ojciec, siostry. On jeden jakby
domalowany. Nie pasuje. Nigdzie nie pasuje.
Przyspiesza kroku. W ostatniej chwili spogląda na zegarek. Pociąg zaraz
ruszy. Jeszcze tylko bagaże. Pojedzie daleko. Ucieknie. Zaszyje się. Nie
łatwo go będzie odnaleźć. Czasem pojawi się we śnie, jako mroczny stwór,
nietoperz, albo mucha. Nigdy motyl. Najwyżej ćma. Aż ktoś zapyta: "Czy
istniał naprawdę?" "Czy istniał?" - zapytają również współtowarzysze
tej podróży. A jeśli istniał, musi być zapisany w ich losach, które splatają
się jak grzybnia...
(...)
W 1910 roku przyjechali do Pragi: ekscentryczna żydowska aktorka Madame
Czyżyk, jej mąż Emmanuel, aktor, ich córka Anna; egzaltowana artystka
Flora Klug, nazwana później przez Kafkę "parodystką panów" i
jej zazdrosny mąż - aktor; młody adept sztuki aktorskiej, niejaki Pipes,
postać o dziwnej fizjonomii, o której Franz K. napisał m.in.: "szczerbate
końce zębów z szarymi cętkami", słowem - wyjechała do Pragi galeria
większych lub mniejszych oryginałów. Między nimi był też Icchak Levi.
Do tej pory zabawiali głównie żydowską publikę Warszawy.
Podróż zapewne nie należała do najprzyjemniejszych ze względu na nieustanne
spory Leviego z Madame Czyżyk. Wiele razem pracowali, byli partnerami
na scenie, ale w życiu nie umieli ze sobą rozmawiać.
(...)
Kafka pracował w Zakładzie Ubezpieczeń Robotników od Wypadków na Królestwo
Czeskie. W 1906 roku otrzymał promocję w c.k. niemieckim Uniwersytecie
Karola Ferdynanda w Pradze z tytułem doktora praw. Odbywał później przez
rok bezpłatną praktykę sądową. Marzył o posadzie w biurze - tak by mieć
wolne popołudnia na pracę twórczą. Nawiązał także kontakt ze Stowarzyszeniem
Studentów Żydowskich Bar-Kochba i zaangażował się w działalność syjonistyczną.
W roku 1910 w Pradze mieszkało 230 tysięcy osób, a z mieszkańcami przedmieść
- około 600 tysięcy. To dwa razy więcej niż w roku 1880.
Prawie 90% mieszkańców ówczesnej Pragi to Czesi, około 10% to mniejszość
mówiąca po niemiecku. Nie można powiedzieć mniejszość niemiecka - bo jest
wśród niej ludność pochodzenia żydowskiego. Do tej grupy należy Franz
Kafka.
Ukazuje się kilka niemieckojęzycznych gazet: dwa dzienniki "Bohemia"
i "Prager Tagblatt"; "Deutsches Abendblatt", "Montagsblatt
aus Bohmen"; gazeta rządowa "Prager Abendblatt".
Harald Salfellner podaje w swojej książce "Franz Kafka and Prague",
że w czasach Kafki Praga była sennym prowincjonalnym miastem. Rozwijała
się jednak szybko - a rozwój ten dotyczył wszelkich sfer życia. Coraz
powszechniejsze stawały się telefony, zaczęły pojawiać się automobile.
Elektryczność dotarła do Pragi już w 1894 roku. Pierwsze kino (przy ulicy
Karlovej 20) otwarto w 1907 roku - jak wiadomo Kafka przejawiał entuzjazm
dla sztuki ruchomych obrazków, często też omawiał obejrzane filmy z Maksem
Brodem.
Teatrem żydowskim zaczął się autor "Procesu" interesować w roku
1910 - i tak 5 maja poszedł ze swoim przyjacielem Maksem Brodem na jeden
ze spektakli grupy aktorów żydowskich ze Wschodu. Mowa tu jednak o innej
trupie, choć też tworzyli ją żydowscy artyści z Polski. Potwierdza to
Evelyn Torton Beck w swojej książce "Kafka and the Yiddish Theatre",
wydanej w Stanach Zjednoczonych w 1970 roku.
Był wieczór 14 października 1911 roku, sobota. Kafka najpewniej
zaproszony przez Bar-Kochbę poszedł do Cafe Savoy na spektakl Goldfadena
"Szulamis" w wykonaniu żydowskich aktorów z Warszawy. Prawdopodobnie
towarzyszył mu Maks Brod.
Kafka wspominał Savoy jako małe, brudne miejsce. Brod dodawał, że było
niezbyt zachęcające. Otto Pick, recenzent, nazwał je prymitywnym.
Scena w Savoyu ulokowana była w kącie. Aktorzy zajmowali miejsca z jej
prawej strony. Publiczność siedziała vis a vis sceny i po jej lewej stronie.
Zielona kurtyna opadała równocześnie z frontu i z lewej strony sceny.
Nie było żadnych dekoracji. Aktorzy ogrywali krzesło czy stół, podstawowe,
dostępne w kawiarni sprzęty. W ten sposób tworzyli teatr, który nazwali
Polsko-Żydowską Spółką Muzyczno-Dramatyczną.
Scena była mała, ciasna, więc aktorzy nie mieli zbyt wielkich możliwości
ruchu. Levi ironizował, że mają własną orkiestrę. Tworzył ją... jeden
pianista.
"Szulamis" to jedna z najbardziej znanych i najczęściej
granych sztuk żydowskich. W 1887 roku "Przegląd Tygodniowy"
pisał, że jest to dramat poważny, oparty na opowieści talmudycznej i "ma
za treść zdradzoną miłość Szulamitki, jej rozpacz, oraz powrót ukochanego
na jej stroskane łono". Dalej czytamy, że żadna to "farsa sprośna,
nie wyuzdany kankan, nie upadlający cynizm - ale poważna, zdrowa w swych
motywach sztuka, zdolna zająć, pociągnąć i wywrzeć wpływ na masę żydowskiej
inteligencji".
Levi grał - jak relacjonuje Kafka - brzuchatego kapłana, który czuł się
wyższy od wszystkich. Szulamitkę Madame Czyżyk. Oto słowa Kafki, pierwsze
zapiski autora "Procesu" o naszym żydowskim bohaterze:
"Nareszcie kurtyna szeroko się rozsuwa, cóż kiedy w środku spina
ją guzik, widać poza nią Leviego, jak robi krok ku rampie i, zwróciwszy
twarz ku publiczności, samymi tylko rękami broni się przed kimś napastującym
go od dołu; aż tu nagle tenże Levi, pragnąc zyskać punkt zaczepienia,
ściąga na dół całą kurtynę łącznie z górnym zamocowaniem drutu; Levi pada
w naszych oczach na kolana; obejmuje go aktor P.(najpewniej ów Pipes -
RG), który grał dzikusa, i ciągle jeszcze schylony, jak gdyby kurtyna
była zsunięta, formalnie spycha Leviego głową w bok z estrady. Publiczność
zbiega się w bocznym przejściu sali. "Zsunąć kurtynę!" - wołają
na prawie całkiem obnażonej scenie, pośrodku której stoi niezmiernie żałośnie
pani Cz. ze swą bladą twarzyczką Szulamis; pomocnicy kelnerów na stołach
i stołkach doprowadzają po trosze kurtynę do porządku, gospodarz sali
stara się uspokoić przedstawiciela rządu, który ma tylko jedno życzenie,
ażeby się ulotnić, lecz wspomniana próba uspokojenia powstrzymuje go;
spoza zasłony słychać głos pani Cz.: "Cóż musimy ze sceny uczyć publikę
moralności"...(...) Wtem wszyscy nagle widzą, jak starszy kelner
R., rękami, a może również i przy pomocy kolan, wypycha w kierunku drzwi
Leviego, który niby to gdzieś zniknął. Ma być po prostu wyrzucony. I to
ten sam kelner, który przed każdym gościem, a więc i przed nami przedtem
i potem stoi bez ruchu jak pies, z psią mordą, która obniża się nad wydatnymi
ustami, zamkniętymi z obu stron przez pokorne fałdy..."
Przedstawienie, mimo nie najlepszej frekwencji, bardzo się podobało. Levi
powiedział: "Drodzy goście, dziękuję wam w imieniu nas wszystkich
za wasze odwiedziny i zapraszam was serdecznie na jutrzejsze przedstawienie,
w którym odegramy słynne na cały świat arcydzieło. Do widzenia".
Franz Kafka czekał już na Leviego, przed którym miał zamiar "paść
w proch z podziwu". Nastąpił jednak nieoczekiwany zwrot akcji.
Kiedy w 1911 Icchak Levi dał swój pierwszy "popis"
w Cafe Savoy przy Ziegenplatz - Kafka otrzymał niezwykle silny impuls
do poznania kultury swoich przodków. Na jakiś czas teatr żydowski stał
się jego drugim domem. Salfellner pisze, że Kafka zobaczył aż 20 przedstawień
żydowskich aktorów z Warszawy. Dodać należy, że w teatrze niemieckim -
przynajmniej jak wyznał później swojej narzeczonej, Felicji Bauer - w
tym czasie nie był ani razu.
Co tak bardzo zafascynowało Kafkę w środowisku żydowskich aktorów? Nahum
N. Glatzer w książce "The Loves of Franz Kafka" sugeruje, że
przyczyną tego zainteresowania mogła być tęsknota za wolnością. Artyści,
których podziwiał wyjechali z Europy Wschodniej, zerwali z życiem ograniczonym
nakazami i zakazami. Zostawili swoje domy i rodziny. Wybrali życie nieakceptowane
przez ortodoksyjnych Żydów. Przede wszystkim byli outsiderami. Ich rodzinne
domy, miasta, z których pochodzili, nadal kultywowały dawne tradycje,
rytuały. Oni zerwali z tym światem.
Kafka współczuł warszawskim artystom ich fatalnej sytuacji finansowej
- skazani byli na wieczne podróże, na tułaczkę po świecie. Podróże za
pieniądzem, ale i do widza - aż do roku 1914, kiedy to z wybuchem wojny
doszedł jeszcze jeden ważny powód - teatry żydowskie przestały działać
- objazd stał się jedyną możliwością wykonywania zawodu. Pisze o tym barwnie
wielka aktorka żydowska Ida Kamińska w autobiograficznym tomie "Moje
życie, mój teatr". Wspomina w niej ojca, który wynajął swój teatr
jednemu z rosyjskich zespołów. Jednak panująca w Warszawie atmosfera i
masowe wyjazdy Rosjan spowodowały, że interes podupadł. Pisze Kamińska,
że władze rosyjskie zabroniły Żydom grać upatrując w ich działalności
scenicznej "groźne niebezpieczeństwo polityczne, mogące zaważyć na
losach wojny".
Pod datą 20 października 1911 zapisał Kafka relację z odczytu
Leviego - najprawdopodobniej również w Cafe Savoy:
"Levi czytał humoreski Szaloma Alejchema, po nich opowiadanie Pereca,
poemat Bialika (...), wreszcie "Sprzedawczynię światła" Rosenfelda.
Naturalne u aktora, powracające wytrzeszczanie oczu, które tylko przez
krótką chwilę nieruchomieją w tym wyrazie okolone uniesionymi w górę brwiami.
Doskonała prawdziwość całego odczytu, lekkie, gdzieś od łopatki, uniesienie
prawego ramienia, poruszanie cwikieru, zdaje się pożyczonego, tak źle
przystaje do nosa; trzymanie pod stołem nogi, która tak jest wyciągnięta,
że pracują zwłaszcza słabe kości łączące między udem a łydką; pałąkowatość
pleców, które wyglądają wątle i nędznie, bo wobec jednolitego równego
grzbietu nie da się oszukać obserwatora w swoim sądzie, mogłoby się to
zdarzyć przy oglądaniu twarzy z uwagi bądź na oczy oraz na wgłębienia
i wypukłości policzków, bądź też każdy szczegół, choćby nawet na szczeciniastą
brodę. Po odczycie, już w drodze powrotnej do domu, uczułem zespolenie
wszystkich zdolności i uskarżałem się na to swym siostrom, a w domu nawet
matce."
Kafka w swoim dzienniku skrupulatnie komentował spektakle
żydowskie. Evelyn Torton Beck uważa pobyt warszawskich aktorów w Pradze
za niezwykle płodny dla Kafki czas przygotowywania się do pracy pisarskiej.
Prześledziła dokładnie jego teksty i teksty sztuk żydowskich - znalazła
w nich silne porównania i transpozycje. Powołując się również na inne
opinie znawców jego twórczości uznała rok 1912 za przełomowy. Wtedy nastąpiła
u niego zmiana stylu. Według niej w tymże roku Kafka zaczął dramatyzować
swoje teksty, czego dowodem był napisany w nocy z 22. na 23. września
1912 "Wyrok". Zdaniem Torton Beck był to pierwszy dojrzały tekst
Kafki. Przedstawia bowiem w sposób przekonywający fikcyjny świat, w którym
doskonale zarysowane postaci wchodzą ze sobą w ostry konflikt. Do tej
pory pisarz raczej eksperymentował. Spotkanie z grupą teatralną Icchaka
Leviego skrystalizowało jego styl. Amerykańska uczona odnajduje w "Wyroku"
wpływ przynajmniej trzech sztuk żydowskich: "Boga, Człowieka i Diabła"
a także "Dzikiego człowieka" Jakuba Gordina i "Kol Nidre"
Abrahama Sharkanskiego. Kafka miał oglądać każdą z nich po kilka razy.
Z jego "Dzienników" wiemy, że twórczość Gordina bardzo cenił,
a samego autora stawiał ponad innymi żydowskimi dramaturgami.
Elementami wspólnymi w strukturze "Boga, Człowieka i Diabła",
jak i "Wyroku" są sceny oskarżenia i wyroku, po których następuje
samobójcza śmierć bohatera. W obu przypadkach bohaterem jest syn, na którego
relacji z ojcem skupiona jest uwaga czytelnika. W obu przypadkach oskarżenie
dotyczy zasadniczej zmiany, jaka zaszła w bohaterze, polegającej na samopobłażaniu
i związanej z nagłym sukcesem finansowym. W obu postacią konfliktu jest
ojciec, którego czas już minął.
Brak wolności, niemożność postępowania zgodnie ze swoimi zasadami i samotność
łączą Georga z "Wyroku" z Lemekiem ze sztuki "Dziki człowiek"
(Kafka widział kilkakrotnie Leviego w roli Lemeka). Obaj bohaterowie chwilami
tracą pamięć, jakby czyniąc z tego odruch obronny. Ojciec Lemeka zachowuje
się jak komediant: tańczy, pije, wygłupia się. Ojciec Georga również zachowuje
się jak na scenie. Mówiąc o narzeczonej syna piszczy, podnosi koszulę,
żeby pokazać, jak dziewczyna podnosi spódnicę, ale też "wymachuje
nogami" i "promienieje przenikliwością". To jedynie kilka
podobieństw.
Paralelą z "Kol Nidre" może być choćby motyw pisania listu.
W tej sztuce aż trzy sceny związane są z pisaniem listów. Połowa opowiadania
Kafki skonstruowana jest na omawianiu listów. Już w pierwszym akapicie
czytamy, że Georg Bendemann właśnie ukończył pisanie listu. W obu tekstach
ojciec wydaje wyrok na swoje dziecko. Różnica leży jedynie w presji. W
"Kol Nidre" ojciec bohaterki, Elwiry, Wielki Inkwizytor zostaje
zmuszony do wydania wyroku na własne dziecko. Elwira zakochuje się w Żydzie
i publicznie przyjmuje judaizm, a właściwie zaślubia się judaizmowi. To
jest nie do przyjęcia przez społeczeństwo. Musi zostać ukarane. W opowiadaniu
Kafki przymus wydania wyroku jest wewnętrzny, a przez to jeszcze bardziej
tajemniczy. Torton Beck zauważa, że Kafka powtarza w "Wyroku"
rytm języka i struktury retoryczne z "Kol Nidre". Posłuchajmy
dwóch fragmentów.
Inkwizytor do Bartela, ukochanego Elwiry; "Kol Nidre": "Jesteś
oblubieńcem Króla, jesteś najlepszym śpiewakiem Hiszpanii, to prawda.
Ale jedno nie jest prawdą - nie jesteś dzieckiem, które Kościół wziął
pod swą świętą opiekę, jesteś daleko bardziej niegodnym synem swojego
niegodnego ojca (...) Dlatego pozostanę twoim przeciwnikiem."
Ojciec do Georga; "Wyrok": "Byłeś właściwie niewinnym dzieckiem,
ale jeszcze właściwiej byłeś diabelskim człowiekiem! I dlatego wiedz:
Skazuję cię teraz na śmierć przez utopienie!"
Torton Beck wskazuje na figurę retoryczną tym (jesteś) byłeś, a tym nie
(jesteś) byłeś. Nie jesteś już tym człowiekiem, jakim byłeś - to przesłanie
obu fragmentów. W obu słyszymy potępienie. Oba dotyczą zabitej niewinności
(w opinii Inkwizytora i Ojca).
W obu tekstach ojcowie odrzucają ukochanych swoich dzieci. Inkwizytor
nie akceptuje Bartola. Ojciec Georga narzeczonej syna: "Ponieważ
podniosła spódnicę (...) obrzydliwa gęś (...) zbliżyłeś się do niej, i
abyś się mógł przy niej bez przeszkód zaspokoić, zhańbiłeś pamięć naszej
matki(...) Uwieś się tylko swojej narzeczonej i wyjdź mi naprzeciw! Odbiję
ci ją, ani nie będziesz wiedział jak!"
Wymowa obu utworów również jest podobna. W "Kol Nidre" pada
pytanie: "Dlaczego Żydzi są zabijani?". Po lekturze "Wyroku"
można zadać pytanie analogiczne: "Dlaczego Georg musi się zabić i
dlaczego akceptuje werdykt?" Elwira i Bartelo, w sytuacji, w jakiej
się znaleźli, nie mogą dalej żyć. Georg zaś złapany jest we własną niemożność
zażegnania konfliktu z Ojcem.
Tyle o "Wyroku".
W prozie imaginacyjnej Kafki autorka znalazła liczne wpływy sztuk żydowskich
pokazywanych w Pradze przez wędrownych żydowskich aktorów.
Wcześniej proza Kafki charakteryzowała się między innymi luźniejszą strukturą,
przypadkowymi zdaniami, zbyt szczegółowymi opisami, wolną akcją. Od powstania
"Wyroku", prozę Kafki wyróżniają już solidna struktura, proste
naświetlenie sytuacji, intensywność napędzająca akcję i dobrze zarysowani
bohaterowie. A więc wszystko, czego wymaga tekst sceniczny. Dramat powinna
wyróżniać większa oszczędność niż powieść.
Czarny humor narracji w prozie Kafki - według Torton Beck - jest wpływem
tragikomicznych efektów, charakterystycznych dla teatru żydowskiego. Skłonność
do ironii choćby w "Przemianie", "Procesie", czy w
"Zamku" przynajmniej w części ma związek z wizytami Kafki w
teatrze żydowskim, a pośrednio i z jego kontaktami z Icchakiem Levim.
W tekstach powstałych po roku 1912 odnalazła Torton Beck wiele motywów
sztuk żydowskich. Mowa więc o życiu rodzinnym, relacjach matka - ojciec
- córka - syn - narzeczeni. Są to również tematy opowiadań Kafki z lat
1912-1915: "Wyroku" czy "Przemiany".
Warto zwrócić uwagę na fakt, że trupa teatralna z Warszawy wystawiała
w Pradze sztuki napisane między rokiem 1880 a 1910, a zatem w okresie
rozwoju dramatu europejskiego w Szwecji, Niemczech czy we Francji. Mimo
nowych kierunków w teatrze, żydowscy aktorzy pokazywali w Cafe Savoy sztuki
głęboko tradycyjne, nietknięte dziewiętnastowiecznym modernizmem.
Franz Kafka wielokrotnie w "Dziennikach" odwoływał się do nich,
czasem nawet bardzo dokładnie omawiając ich treść.
(...)
Madame Czyżyk była barwną postacią. Udało mi się odnaleźć kilka jej fotografii
- z różnych okresów życia. W żadnej znanej mi książce poświęconej Kafce
nie zamieszczono zdjęć aktorki, która wywarła na Kafce takie wrażenie...
Kiedy trafiłem na jej nieznane fotografie, ogarnęło mnie dziwne uczucie.
Znałem Czyżyk jedynie z opisów Kafki. Czasem nasza wyobraźnia maluje bardzo
sugestywne portrety osób, które nie znamy. Wydawało mi się, że Madame
Czyżyk nie była szczupłą, ale na pewno piękną kobietą. Uważałem, że z
jej twarzy biła charyzma. Na zdjęciach, w których posiadanie wszedłem,
Madame Czyżyk nie jest piękna, chyba nie jest przystojna. Ale na pewno
interesująca. Gdyby móc usłyszeć jej ton, tembr głosu, zobaczyć jej grymasy,
podejrzeć gesty...
Niełatwe było prześledzenie jej losów. W rzeczywistości
nazywała się Mania Firstenfeld. Urodziła się w Częstochowie w 1881 lub
1883 roku. Jej ojciec prowadził gospodę, w której często zatrzymywali
się żydowscy artyści, między nimi był zawodowy aktor, Emmanuel Czyżyk,
urodzony w Warszawie w 1867 roku. Kiedy Mania wyszła za niego za mąż,
dołączyła do grupy wędrownej, z którą wtedy pracował. Tak zaczęła się
kariera Madame Czyżyk, wielkiej fascynacji Franza Kafki. W 1906 roku Czyżykowie
pojechali do Francji, dalej do Belgii, Austrii i Niemiec aż w 1910 i później
1911 roku trafili do Pragi.
(...)
Kafka nie był subtelny:
"(Czyżyk) Ma wypukłości na policzkach blisko ust. Powstały one częścią
przez zapadnięcie się policzków na skutek takich cierpień jak głód, poród,
podróże oraz gra sceniczna, częścią z powodu nieruchomych specyficznych
mięśni, które musiały rozwinąć się dla aktorskich ruchów jej wielkich,
pierwotnie z pewnością ociężałych ust."
Grając Szulamitkę, miała rozpuszczone włosy, które zakrywały policzki
przez co twarz wyglądała jak "dziewczęca twarzyczka z odległych czasów".
Ciekawe, co powiedziałaby na to sama Madame Czyżyk, która uważała się
za największą aktorkę żydowską. Ciekawe, czy podzielałaby te opinie? Grała
nawet poza sceną, a może przede wszystkim poza nią - jak pisał Kafka:
pochylała głowę nawet zjadając pieczoną gęś.
"Człowiek myśli, że wchodzi spojrzeniem pod jej powieki, wodząc najpierw
ostrożnie oczyma wzdłuż policzków, by potem skurczywszy się wśliznąć się
w głąb."
Dzisiaj powiedzielibyśmy, że Madame Czyżyk była osobą "puszystą".
Kafka nie był jednak tak subtelny. Jej ciało zobaczył jako rosłe, kościste,
w miarę tęgie, a do tego jeszcze mocno ściśnięte gorsetem. Podobno gdy
śpiewała narodową pieśń żydowską, kołysała biodrami i poruszała tam i
z powrotem ugiętymi równolegle do bioder rękami. No wyobraźmy sobie coś
takiego.
Jedno ze zdjęć Mani Czyżyk, które odnalazłem, zostało zrobione prawdopodobnie
między 1905 a 1910 rokiem, a więc mniej więcej w tym czasie, gdy poznała
Kafkę. Jest niezbyt ładna, ale interesująca. Nie ma "ociężałych"
ust, jak zobaczył je Kafka, nie ma też wypukłości na policzkach. Podobna
jest odrobinę do narzeczonej pisarza, Felicji Bauer. Jej twarz może należeć
równie dobrze do osoby dwudziestoletniej, jak i czterdziestoletniej. Jest
więc intrygująca.
22 października grupa teatralna z Warszawy grała "Kol
Nidre" Sharkanskiego. O sztuce pisze Kafka, że licha. Ważniejsze
jest jednak co innego. Po tych kilku dniach znajomości po raz pierwszy
poczuł afekt do Madame: "Ze swą miłością do pani Cz., która tylko
dzięki Maksowi siedziała obok mnie, zachowałem się wprost nędznie. Ale
już ja się znowu wydobędę na wyżyny, już teraz z tym lepiej." Następne
zdanie potwierdza jeszcze nasze przypuszczenia o "płomiennym"
(jak powiedziałby Singer) stosunku do Madame Czyżyk: "z jakąż przyjemnością
wypisuję to nazwisko". Tymczasem już nie tak barwnie i nie tak entuzjastycznie
wspomina o niej - dokładnie w rok po tym spotkaniu - w liście do Felicji
Bauer: "Aktorka, starsza pani, zamężna, którą skądinąd bardzo podziwiam,
jest tam nazwana primadonną, a Levi nazywa siebie wręcz dramatystą..."
Wróćmy jednak do roku 1911. Kafka miał wówczas dwadzieścia
osiem lat, a więc - przynajmniej jak na tamte czasy - był mężczyzną, który
mógłby już sadzać na kolanach swoje dzieci. Prawie trzydziestoletni, zakochał
się w pulchnej aktorce żydowskiej z Warszawy, która na scenie przykłada
do piersi "rozcapierzone palce". Ale przecież jej gra "jest
różnorodna - zalęknione spojrzenia na partnera, szukanie wyjścia na niedużej
scence, ładny głos, który nabiera tonów wprost bohaterskich przy nagłym,
krótko trwającym podwyższeniu dźwięku tylko przez potężniejsze psychiczne
echo, nie podnosząc głosu; radość, która wdziera się w nią przez twarz
rozwierającą się i rozszerzającą przez wyniosłe czoło aż po włosy; samowystarczalność
podczas śpiewu solowego bez dobierania nowych środków, prostowanie się
podczas sprzeciwu, które zmusza do troski o całość jej ciała; i niewiele
więcej. Ale w tym właśnie tkwi autentyczność całości i stąd przeświadczenie,
że artystce nie można by ująć najdrobniejszego z wywieranych przez nią
wrażeń, że jest ona niezależna od utworu scenicznego i od nas."
Platoniczne i skrywane uczucie do Madame Czyżyk zostało bardzo fragmentarycznie
opisane w książce Nahuma N. Glatzera "The Loves of Franz Kafka".
Szkoda jedynie, że Glatzer ograniczył się do cytowania "Dzienników"
Kafki, a nie próbował dookreślić postaci Madame Czyżyk. Z tej publikacji
nie dowiemy się niczego o jej losach po opuszczeniu Pragi, o jej losach
wojennych i powojennych.
Glatzer wskazuje też na sympatię Kafki do innej aktorki
żydowskiej z Warszawy, Flory Klug. O tej postaci wiemy jeszcze mniej niż
o Levim i Madame Czyżyk. Kafka nazywał ją "parodystką panów",
najczęściej bowiem grała męskie role. Samej Klug poświęcił Kafka w swoich
tekstach mniej miejsca, niż Madame Czyżyk. Ale wynika z nich, że stale
był między jedną i drugą. Kiedy patrzył na Florę Klug, kochał się w niej,
kiedy patrzył na Madame Czyżyk, do niej kierował swoje uczucia. Emploi
obu artystek było różne. Czyżyk była aktorką dramatyczną, heroiną. Klug
była komediantką, ale pięknie śpiewała.
Pod datą 6 października zapisał Kafka, że "parodystka panów"
to właściwie błędne określenie. "Ponieważ tkwi w kaftanie, zapomina
się całkiem o jej ciele. Tylko przez wzruszanie ramionami i kręcenie tyłkiem,
jak gdyby ją pchły gryzły, przypomina o swoim ciele. Rękawy, choć krótkie,
muszą być co chwila podciągane w górę, po czym widz spodziewa się wielkiej
ulgi dla kobiety mającej tyle wyśpiewać i wyjaśnić nawet w talmudycznym
sensie, i sam pilnuje, aby tak się stało".
W innym miejscu Kafka opisuje benefis Flory Klug zaznaczając, że tylko
podczas wstępnej pieśni pozostawał z nią "w najsilniejszej łączności":
" Z każdą cząstką jej sylwetki, z rozpostartymi przy śpiewie rękami
i przytykającymi palcami, z mocno skręconymi lokami u skroni, z opadającą
płasko i niewinnie pod stanikiem cienką koszulą, z dolną wargą, która
wydyma się delektując się efektem dowcipu ("widzicie, mówię wszystkimi
językami, ale po żidowsku"), z tłustymi nóżkami, które w grubych
białych pończochach pozwalają bucikom krępować się aż po wielki palec."
Kafka bał się mężów obu pań. Unikał zarówno Czyżyka, jak i Kluga. O tym
ostatnim pisał złośliwie, że nie jest w stanie zarobić na utrzymanie żony,
więc stale zastawia w lombardzie jej biżuterię. Wyjeżdżając do innego
miasta, stara się ją wykupić. Wspomina też, że Flora wyszła za Kluga,
mając szesnaście lat. W roku 1911 miała lat 26, czyli urodziła się w roku
1885. Była młodsza od Franza o dwa lata.
(...)
Tymczasem jest jesień 1911. Franz Kafka coraz częściej wspomina w swoim
dzienniku o przyjaciołach z Warszawy.
(...)
W sobotę 28 października pisarz zanotował kilka zdań o Madame.
"Pani Czyżyk nadepnęła raz na tren sukni i zachwiała się na chwilę
jak masywna kolumna w swej utrzymanej w stylu princesse sukni dziewki;
raz znowu przejęzyczyła się i by uspokoić swój język zwróciła się mocnym
ruchem do tylnej ściany, jakkolwiek akurat nie odpowiadało to słowom;
zmyliło mnie to, ale nie przeszkodziło pojawieniu się dreszczyku w górnej
części twarzy, na kościach policzkowych, jaki odczuwam zawsze, gdy słyszę
jej głos".
Tego samego dnia pisze również o braku szacunku personelu kawiarni dla
artystów, których traktowano jak głodomorów i włóczęgów. Starszy kelner
chciał wyrzucić Leviego z sali, a odźwierny zwymyślał córkę Madame od
ostatnich za to, że chciała koniecznie podać coś aktorom.
Pod koniec października 1911 r. aktorzy się rozjeżdżają.
Przyczyn mogło być kilka. Najpewniej przestała dopisywać publika. Być
może wyczerpał się już repertuar. Dochodziło też do coraz częstszych kłótni
pomiędzy nimi. Każdy chciał teraz pojechać w swoją stronę.
Pierwsza z Pragi wyjechała Flora Klug. Z okna pociągu chciała pomachać
Franzowi i dać mu jakieś sekretne znaki, bo na peronie stał jej mąż; udała,
że kiwa do Leviego. Kafka tak to opisał:
"Gdy zwracała się do Leviego często zagadując: "Słuchaj no,
Levi!" - mówiła to z myślą o mnie; gdy przyciskała się do swego męża,
który chwilami dopuszczał tylko jej prawe ramię do zetknięcia się z oknem,
gniótł jej suknię i wzdymającą się narzutkę, wysilała się, aby choć tym
ramieniem dać mi czczy znak."
Pociąg ruszył. Pani Klug machała w oknie. Krzyknęła jeszcze: "Niech
pan do mnie napisze" - wskazując na Leviego, który miał zapisać Franzowi
jej adres. Tej nocy Flora Klug odwiedziła Kafkę we śnie - była nienaturalnie
mała, prawie bez nóg. Załamała ręce i wykrzywiła twarz, tak, jak gdyby
zdarzyło się jej wielkie nieszczęście.
Levi, który zostaje w Pradze, zaczyna być "wszechobecny"
w życiu Kafki. Przychodzi niezapowiedziany i "sprawia radość od siódmej
do dziesiątej", albo wyciąga go na kilkugodzinny spacer. W dodatku
rośnie niezadowolenie ojca Kafki tymi stałymi wizytami. Pewnego wieczoru,
w obecności Icchaka, mówi do syna o obcych ludziach, których ten wpuścił
do domu.
(...)
Najpierw podają przez okna paczki, kufry, stroje sceniczne, pudła z kapeluszami.
A swoją drogą, po co Klugowie zabierają aż tyle?. Na peronie zatrzymuje
się kilka osób i przygląda jak Flora podskakuje w stronę uchylonego okna,
za którym stoi mąż. Próbuje podrzucać mu kolejne pakunki. Krzyczy do niego
w jidysz. Swoim zachowaniem wzbudza sensację i wesołość. Klug, ten miłośnik
spokoju i zazdrośnik powinien chociaż raz wykazać się honorem i odciążyć
małżonkę.
Klugowie walczą z kuframi, a Levi wygląda Madame Czyżyk przestępując z
nogi na nogę. Zły, że jak zwykle nie potrafiła stawić się na czas. Zły,
że znów razem wyruszają w podróż. Klugowie zawsze zdążą. Pipes też, choć
pewnie największy z wszystkich lekkoduch. Ale nie Czyżykowie, ta przedziwna
menażeria.
Nagle wynurzają się spod ziemi. Wychynęli na powierzchnię. Biegną i machają
rękami. Madame Czyżyk jedną ręką przytrzymuje kapelusz, drugą ciągnie
córeczkę.
Czyżyk o twarzy zbira, obładowany chyba całą zawartością składu bławatnego,
uginając się pod ciężarem bagaży, podąża za nimi, stawiając duże kroki.
Raz i raz. Pot cieknie mu po twarzy. Koszula mokra. Za gruby ten Czyżyk.
Madame też za bardzo wierzy w powodzenie pulchnych kształtów. Gonią zwracając
na siebie uwagę zgromadzonych.
" Levi! Levi! Pomóż, no, pomóż!" - krzyczy Madame.
To go rozsierdza jeszcze bardziej. On. Prawdziwy artysta. Nie będzie tragarzem.
O nie! Udaje, że nie słyszy i podsadza Florę Klug do uchylonego okna.
Ta niemal wpada przez nie do przedziału. Kiedy Czyżykowie są blisko, Levi
przypatruje się Florze, która wisi jakby w dwóch światach. Jej biust jest
już w przedziale, dolne fragmenty jej ciała, ku coraz większej radości
podróżnych, nad kołami pociągu. Biedaczka walczy. Mąż próbuje ją przeciągnąć.
Okno jest zepsute i nie chce się dalej otworzyć. Kiedy więc nie może jej
przeciągnąć, próbuje ją wypchnąć. Wisi Flora Klug, słynna parodystka panów,
nad dwoma światami, nie będąc gotową wybrać żadnego z nich.
"Odwagi!" - krzyczy Levi.
"Do przodu!" - krzyczy łysy człowiek z laseczką.
"Do tyłu!" - krzyczy córeczka Czyżykówny.
Tymczasem Flora Klug, jak narodowa flaga, dumnie powiewa nad głowami.
Dają znak odjazdu. Konduktor pomaga wepchnąć ją do przedziału. Są już
wszyscy. Walczą o miejsce przy oknie, ale są...
(Fragmenty książki
Bagaże Franza K., Instytut Wydawniczy Latarnik, 2004)
2004 copyright by Remigiusz
Grzela
Tekst ten został opublikowany za wiedzą i zgodą autora.
Ewentualny przedruk tylko za zgodą autora
<<
powrót do działu "Opinie, prace i interpretacje"
<< powrót do
strony głównej
|