|
|
Ostatnie drogi sióstr Franza Kafki
Praga magiczna, Praga ezoteryczna, Złota Praga (2). Te przydomki i nazwania nosi stolica Czech nie bez powodu. Miasto prawdziwie niezwykłe i fascynujące. Kulturowy palimpsest zapisywanych przez całe stulecia tekstów, które imponująco dotrwały do naszych czasów."Stare in folio o kamiennych stronicach" - jak pisał V. Nezval (3). Miasto Słowian z ponad tysiącletnią historią, ale poprzez uwarunkowania historyczne przynależące właściwie do kultury Zachodu. Stolica Czechów, ale zawsze w niej znaczą rolę odgrywały społeczności innonarodowe. Stąd szczególna wielowarstwowość tego palimpsestu i jego niezwyczajny koloryt. Nie miejsce w tym artykule na historyczne panoramy i dziejowe szczegóły. Jego temat sięga przecież przełomu XIX i XX wieku i na tym poprzestańmy. Ważny wątek w owym złożonym tekście praskiej kultury tworzy biografia i dzieło Franza Kafki. W Pradze się urodził, w samym sercu miasta, w domu przy ul. Mikulašskiej 9, (obecnie: U radnice 5). Na praskim cmentarzu, nekropolii Żydów na Žižkove (Nový židovský hřbitov, ul. Jzraelská 1) 11 czerwca 1924 r. spoczęły jego prochy. Kafka, nazywany w leksykonach pisarzem niemieckim albo austriackim' (4), wraz z najbliższą rodziną całe życie (nie licząc oczywiście podróży) spędził w tym czeskim mieście. W liście do Oskara Pollaka napisał nawet "Praga nie puszcza. Nie puszcza nas obu. Ma pazury ta mateczka (...) Powinniśmy podłożyć ogień w dwóch miejscach, na Wyszehradzie i na Hradczanach, i w ten sposób odzyskalibyśmy wolność" (5). Przyszły autor Procesu,określany obecnie mianem jednego z najwybitniejszych twórców XX stulecia, jest zatem tyleż pisarzem niemieckim, co czeskim i żydowskim. Bo te trzy kultury i trzy tradycje złożyły się na niezwykłość jego dzieła. I właściwie, znając biografię pisarza, jego studia i fascynacje, jego kolegów, jego znajomość języka czeskiego i jidysz nie trzeba tego udowadniać. Wynika to także w sposób najbardziej jawny z książek przyjaciela, a po 1924 r. światowego promotora jego twórczości, czyli Maxa Broda (ur. 27 maja 1884 w Pradze - zmarłego 20 grudnia 1968 w Tel Awiwie i tam pochowanego (6)), autora biografii Franz Kafka, (wydanej w 1937 r.), także historyczno-literackiego studium Der Prager Kreis (1966; Krąg Praski ) (7) oraz autobiografii Streitbares Leben (1960, Waleczne życie ). Bywając w Pradze nie sposób nie przejść zatem trasą kilkunastu adresów Franza Kafki, adresów prywatnych (od wspomnianej już Mikulašskiej, przez Złotą Uliczkę 22 do Pałacu Schönbornów przy placu Tržiště 15 na Malej Stranie), sklepów ojca, budynków szkolnych i gmachów biurowych z Assicurazioni Generali na Václavskim Náměstí (8), gdzie krótko pracował. Można też podjąć próbę rekonstrukcji miejsc, w których rozgrywają się wydarzenia świata przedstawionego w prozie Kafki. Choć nie jest to takie proste, bo wykreowany przez niego świat właściwie "istnieje" poza realną czasoprzestrzenią. Tym niemniej, i wspomniany Krejčí, i Ripellino, wytyczają m. in. topografię drogi na śmierć Józefa K., którego dwaj oprawcy prowadzą do kamieniołomów na Strachowie przez most Karola (z wyspą Kampą pod nim - tak wg Ripellino) albo przez most Legii (z wyspą Strzelecką pod nim) i dalej ulicą Holečka w górę do kamieniołomów Hřebenka - (to wg Krejcziego). Będąc w Pradze nie można nie pójść na cmentarz na Žižkowie z pielgrzymką do grobu Kafki. Stajemy tam przed skromną mogiłą z kubistycznym, wysokim, nagrobnym wielościanem (projekt architekta Leopolda Ehrmanna, który odnawiał też synagogę na Smichowie). Na jego przedniej stronie widnieją od góry nazwiska Franza, a niżej, później zmarłych rodziców, ojca Hermanna i matki Julii. U samego dołu granitowej bryły, na oddzielnej marmurowej tabliczce odczytujemy napis (którego nie trzeba tłumaczyć na polski): "Na pamět' sester vyznamneho pražského, židovského spisovatele Franza Kafki zahynulych za nacisticke okupace v létech 1942- 1943" i nazwiska trzech sióstr z datami urodzin: Gabrieli Hermannovej, Valerii Pollakovej i Ottilii Davidovej. I tu rozpoczyna się właściwa geneza tego tekstu. Postanowiłem bowiem wyjaśnić i uszczegółowić ten lakoniczny a jednocześnie dramatyczny tekst z marmurowej tablicy. Historia rodziny Kafków (ze strony ojca pisarza Hermanna ) i Löwy (ze strony matki Julii), przynajmniej ta możliwa do zrekonstruowania, sięga drugiej połowy XVIII w. Jej późniejsze, dziewiętnastowieczne dzieje, na podstawie tradycji rodzinnej przedstawił w miarę skrupulatnie Brod w biografii pisarza z 1937 r (9). Byli w tych rodzinach, od dawien dawna mieszkających w czeskich miasteczkach i w Pradze, rabini, buchalter, wiejski lekarz, podróżnik, rzeźnik, poseł na sejm czeski a nawet, obdarowany orderami dyrektor kolei hiszpańskich. Ojciec Franza prowadził w Pradze sklep hurtowy towarów galanteryjnych. Matka opiekowała się domem i niestrudzenie pomagała mężowi w handlu. Franz urodzony 3 lipca 1883 r. ( w domu przy ul. Mikulášskiej po północno-wschodniej stronie Rynku Staromiejskiego) był dzieckiem pierworodnym. Dwóch jego młodszych braci, Georg (1885-1887) i Heinrich (1887-1888) zmarło we wczesnym dzieciństwie. Potem, w starogotycko-renesansowym domu U Minuty na Rynku Staromiejskim (rodzina Kafków mieszkała tu od czerwca 1889 do września 1896), na świat przyszły siostry - Gabriele, czyli Elli w rodzinnym skrócie (22 września 1889), Valerie, czyli Valli (25 września 1890) i Ottilie, czyli Ottla (29 października 1892).Dzieci ze względu na obowiązki rodziców wychowywały się pod opieką kucharki i niani, a potem guwernantek. Jedna z nich pochodząca z czesko-żydowskiej rodziny - Marie Wernerová - nazywana Slečną (Panną), która znała tylko czeski, pozostawała u Kafków aż do swojej śmierci w 1918 r. i odegrała szczególnie ważną rolę w wychowaniu czwórki dzieci. Była ich czułą powiernicą i serdeczną opiekunką, co w domu zdominowanym przez auto-rytarnego ojca nadawało codziennemu życiu bardziej rodzinną atmosferę. Jak pisze Brod (zapewne na podstawie rozmów z matką pisarza) - "z siostrami Franz bawił się mało, zbyt wielka była różnica wieku, przyczyniała się ona raczej do okolicznościowych sprzeczek między dziećmi. Jedynie na dni urodzin rodziców układał mały Franz scenki teatralne dla sióstr. Przedstawiano je w gronie rodzinnym i zwyczaj ten zachował się aż po dojrzałe lata, wiele z tych sztuk i wierszy pamiętały jeszcze siostry długo (...) Franz sam nie grał w nich nigdy, był wyłącznie autorem i reżyserem. Później zaproponował siostrom zamiast swoich scenek wystawienie małych dramatów Hansa Sachsa (10), które inscenizował" (11). Jednak zarówno w latach szkolnych i gimnazjalnych, jak i potem uniwersyteckich, Franz nie dzielił z siostrami swoich spraw. Jego lata dorastania i dojrzewania kształtowały się przez przyjaźnie i kontakty z rówieśnikami (niektóre przetrwały całe lata), albo w samotnych obserwacjach i przemyśleniach. Z późniejszej, w pełni dojrzałej perspektywy ujawnionej w Liście do ojca (listopad 1919 r.) widać najwyraźniej, że Franz boleśnie i dramatycznie przeżywał - by tak powiedzieć - rodzinną psychodramę, "inscenizowaną" przez ojca, której wraz z siostrami był podmiotem. "Siostry tylko po części miałem za sobą - pisze w Liście Franz.- Valli była z nich wszystkich w najszczęśliwszej sytuacji wobec Ciebie. Znajdując się najbliżej matki bez zbytniego trudu i szkody dla siebie przyłączyła się tak samo do Ciebie. Traktowałeś ją jednak bardziej po przyjacielsku w porównaniu z matką, mimo, że niewiele było z niej Kafkowskiego (12) tworzywa. Ale może akurat to było dla Ciebie dobre; tam, gdzie nie było nic Kafkowskiego, sam nie mogłeś nic podobnego wymagać; nie miałeś również uczucia, jak wobec nas reszty, że tu coś zostało zmarnotrawione, coś, co trzeba by na gwałt ratować. Zresztą co Kafkowskiego, a co ujawniało się w kobietach, nigdy szczególnie nie lubiłeś". (13) I dalej: "Elli jest jedynym przykładem prawie całkowitego, udanego wyłamania się z Twego kręgu. Najmniej bym tego w dzieciństwie się po niej spodziewał. Była przecież tak ociężałym, znużonym, bojaźliwym, skwaszonym, poczuwającym się do winy, nadmiernie pokornym, złośliwym, gnuśnym, łakomym, skąpym dzieckiem, że ledwie mogłem na nią patrzeć, a rozmawiać ani trochę, tak bardzo przypominała mi mnie samego, w tak podobny sposób była pod tą samą klątwą Twego wychowania." (14)Najwięcej miejsca w tej, iście psychoanalitycznej wiwisekcji stosunków ojca i rodziny Franz poświęca Ottylii. Najmłodsza z sióstr bowiem stała się w dorosłym życiu pisarza najbliższą mu osobą, empatycznym świadkiem jego uczuć i emocji, zapobiegliwą i prak-tyczną pomocnicą w sprawach bytowych (15). W Liście do ojca Franz mówi o niej tak: "Prawie nie odważam się pisać o Ottli; wiem, że w ten sposób całą spodziewaną wymowę listu narażam na szwank. W zwykłych warunkach, a więc gdy nie znajduje się w szczególnej nędzy lub niebezpieczeństwie, masz dla niej tylko nienawiść; sam mi przecież wyznałeś, że, Twoim zdaniem ona celowo robi Ci same przykrości i zadaje ból i gdy Ty cierpisz z jej powodu, ona jest zadowolona z tego i się cieszy. A więc to jakiś rodzaj diabła (...) Widujesz nas wprawdzie (...) jak szepczemy, śmiejemy się, niekiedy słyszysz, że mówimy o Tobie. Masz wrażenie, że otaczają Cię spiskowcy (...) ale po prawdzie to nie przesiadujemy ze sobą, aby coś wymyślić przeciwko Tobie, lecz aby z największym napięciem, dowcipnie, poważnie, z miłością, uporem, gniewem, niechęcią, oddaniem, poczuciem winy, z całych sił umysłu i serca wspólnie rozważać ten straszliwy proces toczący się między Tobą a nami we wszystkich szczegółach, ze wszech stron, we wszystkich okolicznościach" (16). Stosunki Franza z Gabrielą i Valerią uległy zmianie, gdy siostry założyły własne rodziny i wyzwoliły się spod autorytarnej kurateli ojca. Można rzec, że te kontakty, choć były po mieszczańsku konwencjonalne, to jednak charakteryzowały się poczuciem potrzeby wzajemnej solidarności i pomocy w trudnych momentach życia. Najstarsza z sióstr, Gabriela wyszła za mąż 27 listopada 1910 r. za o rok młodszego od siebie Karla Hermanna pochodzącego z Siřem (niem. Zürau), małego miasteczka położonego o ok. 100 km na zachód od Pragi nad rzeką Blšanką. (17) Franz tak przedstawił odmienioną osobowość siostry w Liście do ojca : "Gdy w młodych latach, i to jest najważniejsze, opuściła dom, wyszła za mąż. urodziła dzieci, wtedy stała się miła, nie zatroskana, odważna, hojna, bezinteresowna, pełna nadziei". (18) Valeria zaręczyła się z Josefem Pollakiem (ur. 1882) 15 września 1912 r. a ich ślub odbył się kilka miesięcy później 12 stycznia 1913 r. Największy problem miała rodzina z Ottlą, która zakochała się w Józefie Davidzie, doktorze praw (jak Franz), czeskim katoliku i narodowcu. Zabiegi i perswazje rodziny, aby odwieść dziewczynę od małżeństwa trwały długo a Ottla mogła w swoich planach liczyć tylko na aprobatę brata (bo i Brod uważał ten pomysł za wątpliwy) (19). Tak czy tak, ślub odbył się ostatecznie 15 lipca 1920 r. a pierwsze dziecko Davidów, Věra, urodziła się dziewięć miesięcy później 27 marca następnego roku. Życie Kafków toczyło się normalnym trybem. Zajęte swoimi rodzinami siostry żyły własnymi sprawami, rodziły dzieci. Hermannowie mieli syna Felixa (ur. 8 grudnia 1911) i dwie córki Gerti (ur. 1912) i Hanne (ur. 1920), Pollakom urodziły się także dwie córki Marianne (ur.19 IX 1913) i Lotte (ur. 1914), a Davidowie doczekali się po Verze drugiej córki Helene (ur. 1923) (20). Franz wyprowadziwszy się od rodziców (pomieszkiwał u Valli i Elli podczas ich wyjazdów, a potem zamieszkał wreszcie samodzielnie na Bílkovej 10, tu na krótko w 1915 r., i następnie przez dwa lata na Dlouhej 15, dalej na Złotej Uliczce 22 i ostatecznie, od marca 1917 r., w mieszkaniu w pałacu Schönbornów) mógł mieć do spraw rodzinnych stosunek bardziej zdystansowany i zracjonalizowany. W chwilach koniecznych wspierał jednak siostry i starał się im pomóc. Tak było w czasie Wielkiej Wojny, gdy obaj szwagrowie zostali powołani na front, Franz (zgłosił się jako ochotnik, ale nie został przyjęty, ze względu na zły stan zdrowia) towarzyszył Elli, gdy ta wybrała się na Węgry do Nagy Mihály , aby odwiedzić rannego na froncie męża, pomagał też (acz bardzo niechętnie, co wynika z listów do narzeczonej Felicji Bauer i z dzienników) zarządzać fabryką Karla Hermanna. Utwierdzał Elli w pomyśle działalności w żydowskim stowarzyszeniu kobiet na rzecz pomocy ubogim Żydom w Niemczech. Z listów i dziennika wynika, że najżyczliwiej pamiętał zawsze o siostrzenicach i jedynym siostrzeńcu. Najbliższe kontakty jednak utrzymywał Franz z Ottlą. Wykorzystywał każdą sposobność, aby spędzać czas w jej towarzystwie. Przebywał z nią (od września 1917) w Siřem, gdzie Ottla prowadziła wiejskie gospodarstwo Hermannów (21). Z Ottlą spędzał też czas w Želízach (1919) i w Plané nad Lužnicą (1922). Gdy odkrył swoją chorobę (pierwszy niebezpieczny krwotok nastąpił w sierpniu 1917) najserdeczniejsza przyjaźń i powinowactwo duchowe z najmłodszą siostrą pozwalały mu przetrwać najtrudniejsze momenty. Rodziły nadzieję (jeszcze w 1922 r doktor Otto Herrmann brał pod uwagę możliwość powrotu Franza do zdrowia). (22) Gdy pogorszył się jego stan umieszczony został w sanatorium w Wiener Waldzie, a potem w Kierlingu pod Wiedniem, gdzie kończył życie. Oprócz narzeczonej Dory Diamant (Dymant (23)), poznanej w czasie letniego pobytu w Müritz nad Bałtykiem (lipiec 1923) i doktora Roberta Klopstocka, którzy opiekowali się w ostatnich dniach Franzem, przy łóżku umierającego brata, 3 czerwca 1924 r. nad ranem, znalazła się też Elli i to do niej kieruje on ostatnie swoje słowa. (24) Pogrzeb Franza Kafki odbył się 11 czerwca po południu w żydowskim obrządku. W żałobnej uroczystości uczestniczyło ponad sto osób, rodzice, siostry z mężami, głośno okazująca swój żal Dora Diamant, którą podtrzymywał nad grobem Max Brod (25), najbliżsi koledzy z literackiego ugrupowania nazwanego potem Prager Kreis (26), nauczyciele, dziennikarze i zwykli prażanie. Nikt wtedy, nawet Brod, nie uświadamiał sobie, że uczestniczy oto w ostatnim pożegnaniu jednego z najwybitniejszych pisarzy XX stulecia. Dopiero kolejne lata tę świadomość utwierdzały, właśnie dzięki Brodowi, który nie uszanowawszy "testamentu" przyjaciela, nie tylko nie spalił rękopisów, ale je z konsekwentnym uporem upowszechniał. Do 1939 r. ukazały się niemal wszystkie dzieła literackie Franza, Proces w 1925, Zamek w 1926, Ameryka w 1927, a Gesammelte Schriften ( Pisma wszystkie ), w 6 tomach, w latach 1935-1937, także jego biografia (1937). Jednak dopiero dziesięciolecia powojenne otworzyły Kafce drogę do niekwestionowanej wielkości. Kluczem była tu nie tylko jego paraboliczna sztuka słowa, przekładana na wszystkie języki świata, ale i biografia ujawniana stopniowo poprzez dzienniki pisarza i jego rozległa korespondencję. Poświadczają to również liczne dzieła, które z fascynacji Kafką i jego literaturą powstały. (27)Dzieje rodziny Kafków po śmierci Franza w szczegółach są mało znane. Umierają rodzice, najpierw ojciec w 1931, a w trzy lata później matka. W 1931 r. umiera Lotte, córka Valerii, a w 1939 mąż Gabrieli Karl. (28) Nadchodzi rok 1939 i wybucha II wojna światowa. Ex post, w dziełach Kafki wielu ich interpretatorów odczytywało paraboliczną profecję tych wszystkich tragedii, które wojna wywołała - zbrodniczego nazizmu, obozów koncentracyjnych, śmierci i męczeństwa milionów ludzi, holokaustu. Tragedie te dotknęły również Żydów praskich, którzy ginęli tysiącami w Terezinie (Thersienstadt), w komorach gazowych Oświęcimia i w innych obozach koncentracyjnych. Los nie oszczędził także bliskich Franza Kafki. Zamordowana została kolbą karabinu przez niemieckiego żołnierza Greta Bloch (1892-1944), może matka syna pisarza (29). W Ravensbrück zginęła Milena Jesenská (10 VIII 1896 - 15 V 1944). Holokaust zagarnął również - jak przekazuje wspomniany już wyżej napis na tablicy nagrobnej Kafków - trzy siostry pisarza. Jednak informacje na ten temat w swoich szcze-gółach, nie tylko nie są zgodne, ale i sprzeczne, co do dat i miejsca śmierci. Najczęściej podaje się ogólnie, że zginęły w niemieckich obozach koncentracyjnych (30), ale pisze się też np., że wszystkie trzy zginęły w łódzkim getcie (31). Znajdujemy też informacje rozdzielające wojenne drogi sióstr, oświęcimską śmierć Ottli oraz łódzki kres Valerii i Gabrieli. Różne też podaje się daty śmierci 1941 (32), 1942, 1944. Właśnie ta ostatnia, rok 1944, widnieje w, opublikowanym tuż po II wojnie, pierwszym tekście, w którym pojawiły się informacje o losach sióstr. A mianowicie w pięcioakapitowej notatce H. Zylberberga zatytułowanej Tragiczny koniec trzech sióstr Franza Kafki (33) wydrukowanej w efemerycznym czasopiśmie na początku 1947 r. Autor musiał znać rodzinę Kafków, bo rozpoczął swój tekst od szczegółowej charakterystyki sióstr. Pisze: "Trzy siostry Franza Kafki, Elly, Vally i Ottla, bardzo różniły się między sobą, jednak w każdej z nich odnaleźć można charakterystyczne cechy osobowości brata. Elly, najstarsza, była nadzwyczaj nieśmiała. Cierpiała z powodu wręcz chorobliwej małomówności, niczym młode dziewczę, nawet wówczas, gdy była już matką dwojga dorosłych dzieci. Była świadoma swej wady i traktowała ją jako ułomność; była jak Franz, bardzo wymagająca wobec siebie. Jej dorosły syn zmarł w obozie koncentracyjnym we Francji." (34) O średniej siostrze Zylberberg pisze krótko ("podobna do swojego brata poprzez szlachetność uosobienia, wrodzoną elegancję, poczucie doskonałości i młodzieńczość"), by więcej miejsca poświęcić najmłodszej: "Ottla, była postawna, śniada, o imponującej sylwetce, przenikliwym spojrzeniu i chodziła pewnym krokiem. Przedstawiła mi swoje dwie córeczki, pokazywała swoje wegetariańskie przepisy kulinarne, opowiadała o odwiedzaniu ubogich i znajomościach z żebrakami. Nigdy nie pogodziła się z tym, że dzieła Kafki zostały opublikowane na skutek niedyskrecji. Franz pozostawił testament i należało respektować jego najgłębsze i najświętsze życzenie, a mianowicie spalić wszystko, co napisał. Z tego powodu była zła na Maxa Broda. Ottla była pozbawiona zmysłu literackiego, właściwie nie miała czasu na czytanie, niemniej jednak wszystko, co mówiła i czyniła, miało swoje głębokie, niemal metafizyczne uzasadnienie. Dostrzegała doniosłość nawet najbardziej błahych czynów i bez ustanku zastanawiała się nad ich wartościami moralnymi. Tych trzech sióstr już nie ma: zginęły w nazistowskich gettach."O losie Ottli Zylberberg pisze tak: "Trafiła do getta w Terezinie. Pewnego dnia nadszedł transport żydowskich dzieci, które reagowały ze szczególną wrogością na wszelkie próby ich uspokojenia. Ottla i kilkoro lekarzy zyskali zaufanie dzieci, w oczach których było widać strach wywołany torturami, jakim poddani zostali ich rodzice. Były bardzo nieufne. Naziśći wpadli na diabelski pomysł: zapowiedzieli stroskanym opiekunom, że zorganizują specjalny transport, aby te sieroty i ich opiekunów wysłać za granicę; porozumiano się co do planu ekspedycji, ubrano dzieci w nowe ubrania i otoczono je szczególnie troskliwą opieką. Pełna nadziei Ottla pisała do męża, że jest szczęśliwa, iż może pomóc tym istotom, które tak bardzo potrzebują czułości; że wyjedzie z nimi do Szwecji i Danii. Wiadomo jednak, że wysłani tym transportem nie zostali uwolnieni, lecz skierowani do Oświęcimia, do pieców krematoryjnych, nie dalej..." Ten fragment wymaga kilku dopowiedzeń. Ottla rozwiodła się ze swoim mężem, kiedy zaczęły się prześladowania Żydów, aby "nie musiał znosić cierpień jej narodu". W Terezinie do opieki nad dziećmi i do transportu zgłosiła się jako wolon-tariuszka. Według Kalendarza wydarzeń w KL Auschwitz (35) 7 października 1943 r. przybył do Oświęcimia transport z Terezina w którym było 1260 dzieci i 53 opiekunów. Jeszcze tego samego dnia wszyscy z tego transportu ponieśli śmierć w komorach gazowych obozu. W tym także Ottla David. Zatem można rzec z pewnością , że ostatnia droga najmłodszej siostry Franza Kafki zakończyła się 7 X 1943 w Auschwitz. Anna Bolecka we wspomnianej wyżej powieści, w apokryficznym powojennym liście Broda do Dory Diamant (czy powstał na kanwie autentycznego listu kogoś z rodziny lub znajomych Kafków do Broda? (36)), przedstawiając los Ottli podaje jeszcze kilka dodatkowych informacji o jej córkach, które przeżyły wojnę (s. 311). Nic ponadto powiedzieć nie umiem. Nie wiem czy założyły rodziny, czy mieszkały w Czechach czy też wyjechały na Zachód (jak Gerti, córka Gabrieli, która zmarła w Kanadzie w 1972 r. (37)), czy jeszcze żyją? Co nie jest nieprawdopodobne. (38) Věra miałaby dziś 81 lat, Helene 79. Przeżyła wojnę również starsza córka Pollaków - Marianne, o której losach też nic nie wiadomo. Dziś miałaby 90 lat. (39) O dwóch pozostałych siostrach Franza Zylberberg pisze tak: "zostały przewiezione do getta w Łodzi. Nie słyszano o nich więcej, momentalnie zniknęły w powszechnej akcji likwidacyjnej w sierpniu-wrześniu 1944, kiedy wszyscy Żydzi z gett na terenie Polski i gdzie indziej zostali wysłani do pieców krematoryjnych". (40) To ostatnie zdanie trzeba poddać szczegółowej weryfikacji. Dzieje getta w Łodzi (Litzmannstadt Getto) zostały już opisane w wielu książkach, wspomnieniach, pamiętnikach, powieściach i sztukach teatralnych (41). Acz wciąż niedo-statecznie i wciąż niekompletnie. Historia powojenna spowodowała, że dopiero w ostatnich latach, zaczynają ukazywać się liczniej opracowania historyków, memoracyjne wydawnictwa i przypomnienia (42). Finalizowane są prace nad pełnym wydaniem bezprecedensowej w historii II wojny światowej dokumentacji powstałej w getcie , czyli Kroniki getta łódzkiego (43). Opublikowano też książkę o getcie i losach prażan (44). Na podstawie odnalezionych zdjęć z getta zrealizowany został film dokumentalny pt. Fotoamator (1998, real. D. Jabłoński) (45), który zyskał uwagę i uznanie na całym świecie Łódzkie getto powstało jako jedno z hitlerowskich ogniw służących "ostatecznemu rozwiązaniu kwestii żydowskiej" (Endlösung der Judenfrage). W Łodzi, bo w tym mieście Żydzi stanowili ponad 30 % mieszkańców, czyli przeszło 230 tys. i trudno byłoby ich w krótkim czasie deportować z Rzeszy, a miasto pod nazwą Litzmannstadt zostało do niej wcielone. Jego centralne położenie spowodowało, że założone na początku 1940 r. getto (w północnej, najbiedniejszej części miasta, na obszarze niewiele ponad 4 km2), zaczęło pełnić rolę przejściowego obozu koncentracyjnego dla Żydów (także Cyganów) nie tylko z okolic Łodzi,. ale z całego tzw. Kraju Warty (Warthegau) , także z zachodniej i południowej Europy. Nigdy nie przekroczyło liczby 170 tysięcy uwięzionych, co wskazuje, że przez cały okres istnienia getta (do sierpnia 1944 r.) transporty deportacyjne do Łodzi i wysiedlenia obywały się bez przerwy. Trzeba tu brać także pod uwagę zmniejszanie się liczby więźniów na skutek śmierci z wycieńczenia, głodu, chorób, na skutek rozstrzeliwań i samobójstw w samym getcie.Do Łodzi deportowano także 5000 Żydów wprost z Pragi, bez pośredniego etapu jakim był dla wysiedleń z Protektoratu Czech i Moraw obóz w Theresienstadt. Prażan, którzy otrzymali do domów pisemne powiadomienia o deportacji gromadzono z bagażami na Holešovicach w Veletřním Pałacu, który przed wojną służył jako pawilon wystawowy. I stamtąd właśnie, z holeszowickiego dworca kolejowego, transporty odjeżdżały do Łodzi. O szczegółach tej marszruty mówią relacje świadków, którzy holokaust przeżyli (z 5000 tys. deportowanych z Pragi uratowało się zaledwie 277 osób), i których świadectwa uzupełniają rekonstrukcje historyków (46). Ja, dla ilustracji tych wydarzeń, posłużę się fragmentami z przywołanej na początku mojego tekstu powieści Frantiśka Kafki (przypadkowa zbieżność nazwisk z Franzem Kafką; nazwisko Kafka w Czechach jest dość popularne), który w konwencji fabularnej odtworzył losy wywożonych z Pragi Żydów, bo sam przeżył dramatycznie ten czas przybywając do Łodzi w jednym z październikowych pociągów deportacyjnych: "Ustawiono ich wreszcie grupami po sto osób i zaczęto wyprowadzać z drewnianych zabudowań pawilonu wystawowego przy Veletrznej ulicy. Te trzy dni bezczynności i wyczekiwania w punkcie zbornym były nie do zniesienia. Ludzie wyrwani ze swych domów kręcili się wśród wystawowych boksów bez celu, bez nadziei (...) Pewnego chmurnego poranka u ich drzwi zadźwięczał ostro dzwonek, skończyła się niepewność (...) W ciągu trzech dni należało się przygotować do wyjazdu (...) Słuchali pocieszeń, że do Bożego Narodzenia wrócą do domu (...) Musieli się chwytać jakiejś nadziei (...) Przed tygodniem jeszcze nikt z nich nie wiedział, czy transporty pójdą w Pireneje, czy do Polski. Po trzech dniach spędzonych w punkcie zbornym wszyscy już byli pewni, że pojadą gdzieś na wschód.". (47) Takich transportów, na przełomie października i listopada 1941 r., odjechało z praskich Holešovic pięć, po tysiąc osób (podróż przez Wrocław trwała ponad 30 godzin). Każdy z nich otrzymał swój numer.. Na liście drugiego (B) transportu (przybył do Łodzi 17 października wczesnym popołudniem na Radogoszcz, stację położoną na północ od łódzkiego getta) widnieje nazwisko Gabrieli Hermannowej (48) (w tym pociągu znalazł się też autor Okrutnych lat , zatem można powiedzieć, że ten beletryzowany dokument opisuje w pewnym sensie także jej doświadczenia i emocje). W czwartym (D) transporcie (przyjechał na Radogoszcz 1 listopada o wpół do piątej po południu) przybyli do getta Pollakowie - Valeria wraz z mężem Józefem (49). Znów tekst powieści: "Niemieckie rozkazy wypędzały ludzi z wagonów na małą stacyjkę pośród pól w śnieżnej zamieci, która oblepiała twarze smugami mokrych płatków i oślepiała przeszkadzając w poruszaniu się. - Żydowski transport B z Pragi. Dziewięciuset dziewięćdziesięciu ośmiu ludzi, jeden zmarły, jeden zastrzelony podczas ucieczki! (...) Ludzie z ręcznym bagażem szli po dwoje, troje obok siebie omijając zaśnieżone kopce, które sterczały po obu stronach drogi, która wiodła polami pokrytymi śniegiem i zdawała się nie mieć końca. Starzy i słabi, z dziećmi, pozostawali w tyle. Na widnokręgu zamajaczyły niskie domki w ogródkach. Znów szli miedzy polami i po pół godzinie znaleźli się w nędznej dzielnicy mieszkaniowej" (50) Deportowani z drugiego transportu zostali zakwaterowani najpierw w budynku przy ul. Łagiewnickiej (Hanseatstrasse) 37, a potem przeniesieni do większych pomieszczeń w połączonych domach przy Franciszkańskiej (Franzstrasse) 13/15. Zaś transport czwarty ulokowano w byłej szkole przy ul. Franciszkańskiej 29 (wszystkie wymienione budynki zachowały się do dziś). Takie więc były pierwsze łódzkie adresy Gabrieli oraz Valerii i Józefa Pollaków. Pomieszczenia "kolektywów" (jak je nazywano), choć przed przyjazdem odnowione i częściowo wyposażone w prycze i materace, nie były w stanie zapewnić jakichkolwiek godziwych warunków. Panowała nieludzka ciasnota, po kilkadziesiąt osób na kilku metrach kwadratowych bez odrobiny prywatności i intymności. Sale i salki spełniały wszystkie domowe role od sypialni do kuchni. Odwołajmy się znów do powieściowej relacji: "Drugi praski transport mieszkał teraz w dwóch domach na Franciszkańskiej, tuż przy drutach strzeżonych przez niemieckich wartowników; domy połączone utworzonymi przejściami, były ciemne, trudno się było zorientować i znaleźć tę czy inną izbę. Ludzie spali na piętrowych pryczach z nie heblowanych desek, mając pod głowami tłumoki zamiast poduszek; w izbach nie można się było niemal poruszać" (51) Kronika getta łódzkiego w listopadzie 1941 r., a więc tuż po przyjeździe transportów z Pragi notuje m. in.: "W ciągu pierwszych dni listopada utrzymywał się kilkustopniowy mróz; następne 10 dni to okres deszczów i słoty; w połowie miesiąca nastąpiło raptowne obniżenie temperatury (...) W listopadzie zmarło w getcie 914 osób. Narodzin zarejestrowano 29 (13 chłopców i 16 dziewczynek).(...) Kroniki Służby Porządkowej zanotowały w listopadzie 7 wypadków samobójstw (...) 16 listopada wydarzyła się w getcie wstrząsająca katastrofa (...) Krytycznego dnia przez wyłom na posesję wjechała ciężko obładowana warzywami rolwaga (...) uderzyła w mur. 2 metrowa betonowa płyta na skutek tego uderzenia runęła, grzebiąc pod swoim kilkusetkilogramowym ciężarem 10 osób stojących w ogonku przed lokalem kuchni (...) Jeszcze straszniejsza katastrofa wydarzyła się w nocy z 2 na 3 listopada. Późnym wieczorem zawaliła się ściana szczytowa dzieląca dwie kamienice. Oba te domy są wyjątkowo zamieszkane" (52) W katastrofie zginęło kilkadziesiąt osób. Także z raportu Straży Porządkowej wynika, że w listopadzie zastrzelono przy drutach ogradzających getto siedem osób, w tym dwie osoby przybyłe w transportach z Pragi. W Kronice nie znajdujemy nazwisk Gabrieli i Valerii. Nie wiadomo jak toczyło się życie obu sióstr w getcie. Nie wiem czy otrzymały jakąkolwiek pracę, co w tamtych realiach było sprawą najważniejszą. Czy też przywiozły z sobą jakieś dobra, które mogły tu sprzedać, aby kupić pożywienie. Przybyszów w transportach z Europy Zachodniej traktowano w Łodzi nienajgorzej, ale nie brakowało też wobec nich niechęci, bo byli zamożniejsi, co można było dostrzec po ubraniach i bagażach (53). Jakub Poznański (26 VII 1890 w Łodzi - 11 VIII 1959), więzień getta, widział te reakcje inaczej i tak opisywał w swoim pamiętniku moment przybycia deportowanych z Europy Zachodniej:"Jak zaznaczyłem, późną jesienią zaczęli do nas napływać Żydzi wysiedlani z Niemiec i Czech. Przybyło takich Żydów 23 000. Jedni, z Pragi, Frankfurtu nad Menem itp. mogli ze sobą bardzo dużo przywieźć, inni, jak z Berlina, prawie że nic. Oficjalnie pieniędzy przywieźć nie wolno było, niektórym transportom wolno było zabrać po 100 marek na osobę. Tu ich przyjęto bardzo dobrze. Okazano im odpowiednią gościnę. Byli 100% Żydzi, byli i mieszańcy, byli i pełni Żydzi, ale urodzeni już jako chrześcijanie itd. Wszystkich jednakowo przyjęto. Umieszczono ich transportami w urzędach i innych podobnych gmachach. Początkowo lokowano ich na podłogach, z czasem zrobiono dwupiętrowe prycze. Dostali również pożywienie, na początku bardzo prymitywne, z czasem trochę lepsze". (54) Poza takimi ogólnymi informacjami o nowoprzybyłych, w żadnych publikacjach nie znalazłem jakichkolwiek wiadomości na temat obu sióstr. Można rzec, że przebywały w getcie anonimowo, jak tysiące innych prażan walcząc o przetrwanie każdego dnia. Mimo wielu kwerend w archiwalnym zespole "Przełożony Starszeństwa Żydów 1939- 1944" , zachowanym w łódzkim Archiwum Państwowym ( a jak wiadomo materiały Wydziału Statystycznego, uratowane przez Nachmana Zonabenda, zostały podzielone i w Łodzi znajduje się ich tylko część (55)), nie udało mi się trafić na nazwiska Gabrieli Hermannowej oraz Valerii i Józefa Pollaków. Ale być może w tysiącach uratowanych dokumentów (2 500 jednostek aktowych, tj. 50 metrów bieżących!) (56) ślad jakichś ich starań, pism, próśb i podań do władz getta jednak się zachował (tego typu korespondencji jest w archiwum bardzo dużo). Choć można mieć co do tego wątpliwości. Obie przebywały w getcie nazbyt krótko, właś-ciwie niespełna jedenaście miesięcy, aby w dokumentacjach poszczególnych resortów getta pozostawić jakiś ślad. (57) Z jednym wszakże bardzo ważnym wyjątkiem. Bo oto zachowały się karty zameldowania i wymeldowania obu sióstr i Józefa Pollaka. Istnieją też odpowiednie zapisy w księgach meldunkowych. Wiosną 1942 r. władze zaczęły przemieszczać lokatorów praskich "kolektywów" do zwolnionych mieszkań na terenie getta. Z Karty Meldunkowej (Anmeldung) Valerii wydanej 12 marca 1942 r wynika, że wraz z trzema osobami (w tym mąż Józef, bo to on wypełniał i podpisał tę Kartę) otrzymała miejsce w jednoizbowym mieszkaniu nr 23 na ul. Franciszkańskiej 67. Tego adresu nie potwierdza jednak Książka Meldunkowa tej ulicy, co być może jest wynikiem niedopatrzenia na skutek ogromnego ruchu ludnościowego w getcie w tym czasie ( wystarczy powiedzieć, że w 1941 i 1942 r. zmarło w getcie na skutek głodu i chorób ponad 30 tys. osób). Na podstawie Karty Gabrieli (z datą 5 maja i jej podpisem) wiadomo, że od 15 kwietnia wraz z 7 osobami mogła zająć jedną izbę w domu przy ul. Gnieźnieńskiej (Gnesnerstrasse) 1/a. Tym razem fakt ten odzwierciedla Książka Meldunkowa , w której pod tym adresem w mieszkaniu 4/a figuruje nazwisko Gabrieli Hermann.Wysiedlenia (właściwie to eufemizm, bo trzeba by te akcje nazwać wprost trans-portami na śmierć) z getta nasiliły się od początku 1942 r. i głównie dotknęły deportowa-nych z Europy Zachodniej. Jeszcze 1 maja w getcie przebywało 4578 Prażan a w miesiąc później ta liczba zmniejszyła się o przeszło dwa tysiące osób, wywiezionych głównie do obozu śmierci w Chełmnie nad Nerem. (58) Mieszkańców getta władze utrzymywały w niewiedzy co do celu i funkcji transportów z wysiedlonymi. Jakub Poznański jeszcze w 1943 r. zanotował w swoim dzienniku: "W poniedziałek wyszła partia 1000 ludzi, podobno częściowo na roboty, częściowo na wysiedlenie. Czy rzeczywiście ci, którzy są skazani na wysiedlenie są skazani na zagładę przez zagazowanie? Nie chcę wierzyć i nie wierzę w ten masowy bestialski mord niewinnych ludzi - nawet Żydów, których partia narodowosocjalistyczna zalicza do swych największych wrogów. Wychodząc z getta (...) ci skazańcy śpiewali modlitwę żydowską Szma-Israel. Dowód ich nastroju." (59) Pierwszy transport do komór gazowych Chełmna odszedł w styczniu 1942 r. "Akcja trwała do 15 maja. W jej wyniku w obozie w Chełmnie nad Nerem zagazowano 57 064 Żydów z getta łódzkiego, w tym 10 943 Żydów zachodnioeuropejskich (...) Wysiedleniom towarzyszył straszliwy terror, atmosfera niepewności, bicie i zabójstwa. Kolejna tragedia rozegrała się w dniach 5 -12 IX 1942 r (...) Ludność getta nazwała ją "szperą", gdyż deportacjom towarzyszył wydany przez Niemców zakaz opuszczania domów (Allgemeine Gehsperre) (...) Do jesieni 1942 r. zagładzie uległo 72 745 osób określanych jako 'zbędny, niepracujący element'". (60) Karty Wymeldowania (Abmeldung) sióstr wypełnione ex post - Gabrieli dnia 18 października, Valerii 20 września - informują, że obie zostały wymeldowane ze swoich mieszkań dnia 10 września 1942 r. W rubryce "nowy adres" zanotowano "wysiedlenie". I to jest ich ostatni ślad. Przeglądając listy wysiedlanych z getta w tym czasie nie znalazłem obu nazwisk Listy te - zresztą niekompletne - sporządzane raz odręcznie, raz na maszynie, raz alfabetycznie, raz w przypadkowej kolejności, nie mogą być dokumentem do końca wiarygodnym. Tak czy tak, można zatem powiedzieć, że w dniach zbrodniczej "szpery" dopełniał się los Gabrieli i Valerii. Kronika getta łódzkiego rejestruje ów tydzień 5-12 września 1942 r. następująco: "Zasadniczo wyglądało to tak, że blok za blokiem zostawał otoczony przez policję żydowską i po kolei do każdego domu wkraczał przedstawiciel władzy (Gestapo) w otoczeniu całej chmary policji i straży ogniowej żydowskiej. Wystrzałem dawano sygnał do zbiórki, po czym wszyscy mieszkańcy danego domu zwoływani zostawali na podwórze i ustawieni w dwuszeregu podlegali przeglądowi przedstawiciela władzy (...) Wybrani do deportacji odsyłani byli na wozach do punktów zbornych." (61) Zapis Kroniki, jako tekst niejako oficjalny, zatem cenzurowany, ogranicza się tylko do faktów pomijając całkowicie ich emocjonalny kontekst czyli dramatyzm tych dni beznadziei i głodu, tragedie rodzinne, atmosferę strachu i walkę o przeżycie, o czym wiemy choćby z przejmujących notatek Dawida Sierakowiaka. (62). Z Łodzi do Chełmna, wsi położonej nad Nerem na pograniczu Kotliny Kolskiej i Równiny Kłodawskiej, gdzie Niemcy w grudniu 1941 r. założyli obóz zagłady, wywożono wysiedlonych z getta ciężarówkami. František Kafka po latach zrekonstruował po literacku, na podstawie świadectw historyków, tę osiemdziesięciokilometrową podróż tak: "Horowitzowa stała obok Różeny Bendlowej w samochodzie ciężarowym, który wióżł ich szosą przez piękną, lesistą okolicę. Za nimi jechały jeszcze dwie ciężarówki. Byli to wszyscy, którzy przed dwoma dniami opuścili punkt zborny w centralnym więzieniu łódzkiego getta (...) Auta wjeżdżały teraz do małego majątku, zwolniły i przez masywną bramę wjechały na dziedziniec. Wśród wysokich drzew stał jednopiętrowy, obszerny pałacyk (...) - Znajdujecie się w obozie pracy - zwrócił się do nich oficer SS. Musicie teraz przejść dezynfekcję. Samochód zawiezie was na miejsce (...) Znalazła się w samochodzie z Różeną Bendlową. - Jak wtedy, gdyśmy wyjeżdżali pociągiem z Pragi - szepnęła Bendlowa. Wszyscy stali ciasno stłoczeni w zamkniętym pudle ciężarówki (...) Wóz ruszył. Horowitzowa poczuła zawrót głowy. Nie wiedziała, czy robi się jej mdło od ciągłego kołysania wozu, czy od ciężkiego powietrz zewnątrz. - Gazy spalinowe - uświadomiła sobie z przerażeniem, wstrzymując oddech - Taki oto koniec transportu numer dwa, koniec naszej drogi (...) Przez ciało jej przebiegł spazm. I została nieruchoma wśród innych martwych w "duszegubce", w Chełmnie nad Nerem". (63) Od sekwencji zdjęć lasów koło Chełmna rozpoczyna swą wielką relację filmową pt. Shoah (1985) Claude Lanzmann. Wiadomo, że z 400 tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci, których tutaj przywieziono, ocalały dwie osoby: Mordechaj Podchlebnik i Szymon Srebnik. Ten drugi opowiada w filmie (64): "Trudno rozpoznać, ale to było tutaj. Tutaj palono ludzi. Wielu ludzi tutaj spalono. Tak, w tym właśnie miejscu. Stąd nikt już nie odchodził. Ciężarówki gazowe podjeżdżały tu właśnie...Stały tu dwa ogromne piece, i płomienie szły aż do nieba." (65) <<
powrót do działu "Opinie, prace i interpretacje" |